0b9145b8-164f-44a9-97a1-73990046bb4dpng

02.01.2012

Kochani.

Pragnę podzielić się z Wami wiedzą, którą otrzymuję od Jezusa Chrystusa. Jest to wiedza mająca kluczowe znaczenie dla naszej egzystencji. Zmieniła ona – i cały czas zmienia – moje życie, dlatego chciałbym ją przekazać, aby i dla Was była pomocą. Będę się starał opisywać i wyjaśniać wszystko najlepiej jak potrafię pod względem treści, jednak proszę o wyrozumiałość co do formułowanych przeze mnie zdań. Nie posiadam szczególnego wykształcenia w tym zakresie, więc będę pisał prostym językiem.

Jakiś czas temu w moim życiu zaczęły pojawiać się niezwykłe wydarzenia. Jedno z nich miało miejsce w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie. Pewnej soboty w czasie, gdy nie odprawiano żadnych nabożeństw, siedząc w ławce doświadczyłem czegoś niespodziewanego – moja dusza została przeniesiona do "miejsca", które nazywamy Niebem. W tamtej chwili zupełnie nie czułem swojego ciała, wręcz wiedziałem, że go nie mam, choć z drugiej strony byłem dokładnie świadomy gdzie jestem i co się ze mną dzieje.

Co więcej, moja świadomość oraz zmysły stały się bardziej wyostrzone niż na ziemi. Jeżeli chodzi o aspekty wizualne – widziałem tylko, że było jasno i przebywałem jakby we mgle. Jednak zdecydowanie ważniejsze były moje "odczucia" – tak wspaniałe, że niemożliwe do opisania ludzkim językiem. Mógłbym je porównać jedynie do najmocniejszego stanu miłości, jaki da się doświadczyć na ziemi – z tym, że jeszcze zwielokrotnionego. Dla lepszego zobrazowania niesamowitości tamtego doświadczenia – przytoczę myśli, które towarzyszyły mi w tamtym momencie. Choć zdawałem sobie sprawę, że na ziemi jest wiele osób, które bardzo kocham – moja żona, dzieci, rodzina – to równocześnie czułem, że nie ma najmniejszego sensu w powrocie z położenia, w jakim się znajdowałem. Miałem świadomość ogromnej przepaści pomiędzy byciem tam, a nawet najwspanialszym życiem na ziemi.

Stan ten odczuwałem niezmiennie – wciąż na takim samym poziomie. Ponadto byłem świadomy, że w rzeczywistości, w której się znajdowałem nie występuje czas – można powiedzieć, że tam się istnieje bez pojęcia czasu. Zacząłem się zastanawiać, jak najlepiej scharakteryzować to położenie. Po chwili zrozumiałem, że nie odczuwam jakichkolwiek potrzeb. I nie chodzi o to, że wszystkie potrzeby są zaspokojone – one tam w ogóle nie istnieją. Po prostu człowiek nie ma nawet najmniejszych potrzeb do zaspokojenia a dodatkowo doświadcza niewyobrażalnej mieszanki miłości, radości, spokoju i piękna jednocześnie.

Byłem głęboko przekonany, że znajduję się w miejscu i stanie, w którym chciałbym pozostać już na zawsze. Pomyślałem jednak, że muszę wrócić do moich bliskich - dla nich, ale także dlatego, by móc podzielić się tym, co przeżyłem. Kiedy powziąłem takie postanowienie, natychmiast do mojego całkowicie zdrętwiałego ciała, nóg, rąk - zaczęła napływać krew i po chwili zacząłem normalnie odczuwać swoje ciało. Moja dusza wróciła do ciała. Zdarzenie to wywarło na mnie ogromne wrażenie i zapisało się dokładnie w mojej pamięci. Od tej pory dane mi jest głębiej poznawać rzeczywistość, czym poniżej chcę się z Wami podzielić.


12.12.2012
 

Treści, które będą się tutaj pojawiały to wiedza potrzebna, by zrozumieć sposób funkcjonowania świata, ukazująca cel i sens życia oraz umożliwiająca uzyskanie równowagi. Posiadanie jej ułatwia zrozumienie mechanizmów rządzących światem i życiem ludzkim, ale przede wszystkim rzuca światło i wskazuje drogę do osiągnięcia prawdziwego szczęścia. Wiedza jest dla człowieka jak pokarm, który może budować i wzmacniać świadomość, ale może ją też osłabiać. Dlatego ta, którą przyswajamy powinna być jak najlepsza i prawdziwa. Co więcej, nasza wiedza i wypływająca z niej świadomość rzutuje bezpośrednio na naszą życiową postawę.

Wszyscy poszukujemy szczęścia. Gdzie go szukamy? W pasjach, hobby, w innych ludziach... Nowy sport, nowy sprzęt, jeszcze nowszy sprzęt, nowy kurs językowy, nowi ludzie, nowy związek, taniec, muzyka… Przechodzimy od jednego do drugiego, instynktownie szukając nasycenia. Przez jakiś czas - dłuższy lub krótszy - jesteśmy zadowoleni, czujemy się spełnieni dążąc do świeżo wyznaczonego celu. Nowe zajęcie czy rozrywka pochłania nas sprawiając, że chwilowo nie odczuwamy innych potrzeb. Niestety po pewnym czasie okazuje się, że powraca do nas poczucie pustki, tęsknota, głód czegoś większego, ważnego, czegoś, co wypełni nasze życie i pragnienie szczęścia. Czegoś, co będzie trwałe i niezmienne. Ważne, by zrozumieć, że żadne z ziemskich sposobów nie zaspokoi tego pragnienia. Istnieje tylko jeden sposób, by je nasycić...

Zrozumienie treści, pojawiających się na tej stronie pozwala uzyskać równowagę i szczęście niezależnie od zmiennych okoliczności i sytuacji życiowych. Płynie z niego pewność i spokój, których nie zmącą żadne przeciwności. Uwalnia od lęków i negatywnych emocji.  Uzyskanie takiej harmonii jest możliwe dzięki przyswojeniu wiedzy, którą nazywam jednym słowem – PRAWDA. Ona organizuje w nas całą świadomość i przez to bezpośrednio wpływa na nasze postępowanie. Istotne jest, żeby czytając te słowa i stopniowo zdobywając coraz większą wiedzę, nie przechodzić od jednego zagadnienia, do drugiego, jedynie zapoznając się z jego treścią. Najlepszym sposobem na pełne zrozumienie i uświadomienie sobie faktów, które są tutaj podane, jest gruntowne ich przemyślenie. Wtedy - w spokoju i po zastanowieniu wiedza ta będzie mogła na stałe zamieszkać w sercu.

 

Pierwszą i podstawową Prawdą, którą należy sobie uświadomić jest to, że najważniejszą na drodze naszego życia jest Miłość. Natomiast z Miłości wypływają kolejne najważniejsze: Miłosierdzie i Pokora. Autentyczność Miłosierdzia i Pokory gwarantuje z kolei  Czystość Intencji. Każdy z tych elementów wypływa z Miłości i jednocześnie ją współtworzy.

 

Poniżej kilka przykładów. Jeśli myślę, że względem jakiegoś człowieka kieruję się miłością, ale wywyższam się nad niego - to nie jest prawdziwa miłość, ponieważ przez brak pokory powoduję, że druga osoba czuje się gorsza i cierpi z mojego powodu. Przez brak pokory wyrządzamy krzywdę ludziom, ponieważ okazując im swoją wyższość sprawiamy, że czują się gorsi, słabsi, biedniejsi, mniej inteligentni, słabiej wykształceni itp. Podobnie jeżeli w relacji z drugim człowiekiem najważniejsze są dla nas nasze korzyści (np. materialne) - to także nie jest prawdziwa miłość. Jeżeli np. będąc przedsiębiorcą zatrudniam pracowników i uważam, że jestem miłosierny dając im pracę, jednocześnie płacąc tak niewiele, że z trudem udaje im się przeżyć, a samemu bogacę się ich kosztem, to nie jest miłosierdzie.

Dzięki powyższej wiedzy mamy już podstawową świadomość najważniejszych elementów niezbędnych, aby rozpocząć swoją prawidłową drogę życia. Jest to bardzo ważna PRAWDA, jednak zarazem jest to dopiero początek wiedzy, którą opiszę poniżej i której powinniśmy być świadomi w celu odnalezienia prawdziwego sensu życia.

Na koniec warto zaznaczyć, że wspomniane wyżej kluczowe elementy mają swoje negatywne odpowiedniki, które wywołują efekt odwrotny – zaburzają harmonię wyzwalając poczucie pustki i beznadziei. Tym samym mogą zniszczyć nas całych. Dlatego powinniśmy się ich szczególnie mocno wystrzegać. Czynniki te to nienawiść (przeciwieństwo miłości), chęć wykorzystywania i wyzyskiwania (przeciwieństwo miłosierdzia), oraz pycha (przeciwieństwo pokory). Nie trzeba na nie dawać przykładów – widzimy ich wiele we współczesnym świecie. Warto jednak zatrzymać się dłużej przy nieczystych intencjach (będących oczywiście przeciwieństwem czystych intencji). Powodują one, że czasami z działań dobrych samych w sobie nasza duchowość nie odnosi żadnej korzyści, a wręcz przeciwnie – zostaje obciążona. Dla przykładu, jeśli pomagamy komuś licząc po kryjomu na podziw czy uznanie innych, nie odnosimy żadnego duchowego pożytku z takiego działania. Wręcz takie działanie nas obciąża z racji, że nasze intencje są bardziej oparte na pysze niż miłosierdziu.

 

21.12.2012

 

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak funkcjonuje świat? Jakie prawa rządzą nami i naszym życiem?

Co wpływa na ludzi, że zachowują się w określony sposób?

W pewnym niewielkim stopniu odpowiedzi na te pytania daje nauka: fizyka, psychologia, socjologia itd. Jednak o wiele ważniejszy jest fakt przenikania się świata materialnego ze światem duchowym. W każdym dniu naszego życia, w każdej czynności nieustannie doświadczamy rzeczywistości duchowej. Jako ludzie jesteśmy z natury istotami dwoistymi: fizyczno-duchowymi. Tak jak na naszą fizyczność wpływają czynniki materialne - klimat, żywność, prawa fizyki itp. - tak na naszą duchowość oddziałują byty istniejące w niedostrzegalnej dla nas sferze duchowej. Byty te są ze swojej natury wielokrotnie silniejsze i potężniejsze od nas. Wynika to już z samego początku istnienia świata. Najpotężniejszym i Nieskończonym jest Bóg - Stwórca. Następnie byli i są nadal aniołowie. Dopiero daleko za nimi znajdujemy się my - słabi ludzie. Chcąc dla zobrazowania posłużyć się przykładową, liczbową skalą porównania, należałoby przyjąć, że pod względem możliwości siły Anioła Stróża są wielokrotnie większe od naszych - ludzkich, natomiast szatan (który jak wiadomo był jednym z najpotężniejszych aniołów) według tej umownej skali jest tysiące razy mocniejszy od człowieka. Natomiast siły i możliwości Boga są oczywiście nieskończone.

Rzeczywistość duchowa – wraz z tworzącymi ją siłami dobra i zła – cały czas wpływa na nasze życie. Jako ludzie nie pozostajemy jednak wobec tych oddziaływań bezradni. Przeciwnie, zostaliśmy wyposażeni przez Boga w wolną wolę i to od nas zależy, na którą stronę rzeczywistości duchowej się otwieramy, której pozwalamy się zbliżać, której nadstawiamy ucha. Im bliżej jesteśmy jednej ze stron, tym dalej znajdujemy się drugiej, a nasza podatność na jej działanie maleje.

Szatan wraz ze swymi pomocnikami (czyli tak zwanymi demonami) pragną naszej klęski i chcą doprowadzić do nieszczęścia jak największej ilości osób. Dlatego robią wszystko, żeby nad nami zapanować. Mając tę świadomość, powinniśmy uciekać się do wyboru dwóch kierunków działania, dzięki którym możemy podążać dobrą drogą.

Pierwszy z nich to bliskość z Bogiem. Kiedy jesteśmy blisko Boga, automatycznie pozostajemy daleko od szatana, który w takiej sytuacji niewiele może nam zrobić. Ponadto będąc przy Bogu zyskujemy Jego ochronę. Dlatego też otrzymaliśmy pierwsze i najważniejsze przykazanie Miłości Boga. Jeśli człowiek prawdziwie miłuje Boga całym sercem, duszą i umysłem, jest bezpieczny od wszelkich pułapek szatana. W dalszej części dokładnie wyjaśnię w jaki sposób rozwijać Miłość do Boga.

Drugim są dobre uczynki względem ludzi. Kiedy wybieramy dobro, naturalnie zbliżamy się do Boga. Takie postępowanie zawiera się w Miłości i Miłosierdziu do ludzi, które Bóg polecił nam w formie drugiego przykazania.

Niezwykłe jest to, że wystarczy żyć zgodnie z dwoma powyższymi kierunkami działania, aby wejść na dobrą drogę osiągając prawdziwą równowagę i szczęście, a tym samym zyskując ochronę przed duchowymi wpływami zła.

Spójrzmy teraz na drugą stronę medalu. Oddalając się od Boga i zarazem pozbawiając się Jego ochrony, otwieramy się na bezpośrednie działanie szatana, który zaczyna wpływać na nas samych, nasze życie, wybory i poczynania. Kiedy świadomie kogoś krzywdzimy, czy w jakikolwiek sposób grzeszymy, wpuszczamy do swojego życia siły zła pozwalając, by działały na naszą szkodę. Dodatkowo bardzo niebezpieczne są wszelkie działania okultystyczne jak wróżby, wywoływanie duchów, rzucanie przekleństw,itp. Poprzez powyższe elementy dajemy dostęp do nas szatanowi, który wykorzystując swoją przewagę i niesamowitą inteligencję coraz bardziej oddziałuje na nas, tak, że powoli przestajemy to zauważać i nieświadomie stajemy się kukiełkami w jego rękach. Dobrym przykładem takiego wpływu szatana są nałogi. Popychanie w zniewolenia, z których nie jesteśmy w stanie się wyrwać o własnych siłach, to jedno z jego ulubionych narzędzi do niszczenia człowieka. Oczywiście Bóg o nas nie zapomina i cały czas o nas walczy – jednak przez to, że dał nam wolną wolę – decyzję wyboru drogi pozostawia nam. Często wysyła nam sygnały, jednak żyjąc daleko od Niego, pozwalamy, by szatan zagłuszał te głosy. Gdy jesteśmy blisko szatana, cały czas grozi nam wielkie niebezpieczeństwo i zło. Bóg dopuszcza to zło i pozwala, by nas dotknęło, ponieważ jest ono konsekwencją naszego wyboru. Wybraliśmy je sami w momencie, kiedy zdecydowaliśmy otworzyć się na szatana. Niestety, żyjemy w mocno zepsutym świecie, w którym znaczna część rządzona jest przez siły zła. To one nieustannie popychają nas do chciwości, zazdrości, pożądliwości, pychy i tym podobnych grzechów, jednocześnie działając na naszą szkodę.

Podsumowując tę część: świat – podobnie jak człowiek - składa się z dwóch pierwiastków: duchowego i fizycznego. W tej duchowej, niewidzialnej rzeczywistości funkcjonują dwie przeciwstawne siły: dobra i zła. Siły te nieustannie toczą walkę o człowieka - o jego duszę i życie wieczne. A my, swoją wolą, poprzez wymienione wyżej dwa kierunki działania, decydujemy, na którą ze stron się otwieramy, a w konsekwencji jacy jesteśmy.

Niezwykle ważna w kontekście powyższych treści jest świadomość tego, że dusza ludzka jest nieśmiertelna. Z matematycznego punktu widzenia, wobec całej wieczności nasze ziemskie życie jest dosłownie jak ułamek sekundy. W ciągu takiego stosunkowo krótkiego czasu decydujemy o swojej wieczności, wybieramy ją. Dokonujemy tego głównie poprzez opisane powyżej dwa kierunki działania. Jednak abyśmy mieli siłę działać w taki sposób, musimy mieć w sobie prawdziwą Miłość i żyć nią. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że po śmierci ciała nie możemy już nic zmienić. Dlatego musimy być bardzo czujni, by przez tę krótką chwilę nie zrujnować całej swojej wieczności.

Dla zobrazowania tego, czym jest piekło wystarczy wyobrazić sobie potężnego szatana, miotanego wściekłością i ogromną nienawiścią do człowieka. Pragnącego zemsty na nim za to, że "człowiek" przyczynił się do jego upadku. W konsekwencji szatan przez własną pychę został strącony z Nieba do otchłani, czyli z najwyższego szczęścia w największe nieszczęście. Wyobraźmy sobie, że z takim szatanem i podobnymi do niego demonami jesteśmy zamknięci w jednej przestrzeni. Nie możemy uciec, jesteśmy zupełnie bezbronni. Szatan i demony wymyślają coraz to nowe sposoby zadawania cierpień, dręczenia i męczarni, tak, że pragniemy śmierci. Niestety nie możemy umrzeć i zdajemy sobie sprawę z tego, że ta udręka już nigdy się nie skończy… Dla przykładu można spróbować wyobrazić sobie, co czuje osoba zamknięta w pomieszczeniu z psychopatą. Jest związana - nie może się obronić, nie może wyjść, ani uciec. Złoczyńca zadaje jej rany, w okrutny sposób torturuje jej ciało, niszcząc je i rozrywając. Ten człowiek pragnie śmierci, ale jego ciało wciąż się regeneruje, rany goją się, a psychopata od nowa ma możliwość zadawania cierpień. Takie wyobrażenie wydaje się najgorszym koszmarem, a musimy być świadomi, że w takim potrzasku bez wyjścia, bez końca, znajdują się dusze potępionych w otchłani piekielnej. Ryzyko jest maksymalne!

Do tych wszystkich potwornych udręczeń dochodzi jeszcze świadomość, że jest się oddzielonym od Boga-Miłości, którego pragnie KAŻDA DUSZA, ponieważ Z NIEGO POCHODZI. Po śmierci fizycznej następuje zerwanie zasłony i poznanie - dusza dokładnie zdaje sobie sprawę, jak nie do opisania wielkie szczęście utraciła - możliwość obcowania z Bogiem na zawsze. Wie też dogłębnie - co jest totalnie dobijające - że mając na ziemi wybór - sama, w pełni świadomie zdecydowała się na taki los...

Jedyną drogą do szczęścia, do zaspokojenia odwiecznej tęsknoty serca jest bliskość z Bogiem. Dlatego człowiek, wiedząc już, jaki jest słaby w porównaniu do wielokrotnie silniejszych mocy zła, powinien ciągle dążyć do tego, by być jak najbliżej Boga, bo tylko z Nim jest naprawdę bezpieczny.

Choć posiadanie przez człowieka nieśmiertelnej duszy może się wydawać oczywiste, to jednak niewielu z nas zdaje sobie sprawę z jej faktycznej wartości. Każdy z nas otrzymał od Boga w momencie poczęcia duszę. Wraz z nią, wraz z życiem dostaliśmy jednocześnie nieśmiertelność, coś absolutnie niewyobrażalnego. Chociaż nie jest to łatwe, warto bardziej uświadomić sobie, że tak naprawdę nigdy nie umrzemy, że będziemy żyli wiecznie. Jeżeli tylko odpowiednio przeżyjemy ten krótki czas, tę symboliczną chwilę jaką jest nasz pobyt na ziemi w stosunku do wieczności, będziemy cieszyć się życiem na zawsze. A będzie to istnienie w stanie niewyobrażalnej Miłości, radości i szczęścia - nie do porównania z jakimkolwiek najwspanialszym stanem na ziemi! Nie jesteśmy świadomi jak wielki dar otrzymaliśmy. Warto jednak pamiętać, że jeśli zmarnujemy czas życia na ziemi, tym samym skażemy się na potępienie i nieskończone cierpienia w wieczności to lepiej byłoby dla nas, abyśmy nigdy nie istnieli…

 

 07.08.2013

 

Obecnie opiszę bardziej szczegółowo bardzo ważny temat o którym wspomniałem już powyżej – temat Miłości.

Zanim jednak to zrobię muszę wyjaśnić pewne fakty. Temat ten jest bardzo ważny a Jezus dał mi zrozumieć, że jest on wręcz kluczowy w moim życiu oraz zrozumieniu wiedzy o której piszę.

Miłość – znaki.

Chodzi o zrozumienie znaku - drugiej tajemnicy, związanej z przekazaną przez siostrę Faustynę tajemnicą Miłosierdzia Bożego. Obie te tajemnice, czyli tajemnica Miłosierdzia Bożego jak i ta druga tajemnica którą opiszę łączą się i w konsekwencji powstaje wspaniałe dzieło stworzenia zbudowane właśnie na Miłości.

Miłosierdzie Boże samo w sobie jest niesamowite, w pełni wspaniałe, nieskończone, niewyobrażalne i tak naprawdę nie ma słów aby je w pełni opisać. Aby lepiej zrozumieć tajemnicę Miłosierdzia Bożego – zachęcam wszystkich do przeczytania „Dzienniczka” Świętej siostry Faustyny gdzie Jezus sam wszystko wyjaśnia a siostra Faustyna staje się Jego sekretarką.

Poniżej załączam link do pełnego tekstu "Dzienniczka" św. siostry Faustyny:

http://www.faustyna.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=52&Itemid=57 

Zacznę może od znaku pozostawionego nam przez Jezusa. Znak ten zawarty jest w obrazie Jezusa Miłosiernego który większość osób zna (obraz można zobaczyć poniżej). Siostra Faustyna gdy dawała wskazówki malarzowi jak namalować ten obraz mówiła, że Jezus ma wzniesioną jedną rękę do błogosławieństwa natomiast drugą dotyka szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodzą dwa wielkie promienie czerwony i blady. Kapłan poprosił siostrę Faustynę aby zapytała Jezusa co oznaczają te dwa promienie które są na tym obrazie. Jezus opisał siostrze Faustynie tajemnicę promieni jako niezwykłych Jego darów wychodzących z Miłosierdzia Bożego.

Jezus wyjaśnił: „Te dwa promienie oznaczają krew i wodę – blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza krew, która jest życiem dusz…

Te dwa promienie wyszły z wnętrzności miłosierdzia mojego wówczas, kiedy konające serce moje zostało włócznią otwarte na krzyżu. Te promienie osłaniają dusze przed zagniewaniem Ojca mojego. Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie, bo nie dosięgnie go sprawiedliwa ręka Boga. Pragnę, aby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia. Proś wiernego sługę mojego, żeby w dniu tym powiedział światu całemu o tym wielkim miłosierdziu moim, że kto w dniu tym przystąpi do Źródła Życia, ten dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar….

…Raduje się serce moje tytułem miłosierdzia. Powiedz, że Miłosierdzie jest największym przymiotem Boga. Wszelkie dzieła rąk moich są ukoronowane miłosierdziem”.  

W ten sposób Jezus wyjaśnił zapisaną w Obrazie Jezusa Miłosiernego tajemnicę darów jakie otrzymaliśmy – możliwość oczyszczania z grzechów poprzez chrzest i sakrament pokuty – a nawet więcej możliwość oczyszczenia z win i kar, oraz krew Jezusa będącą życiem dusz. Jezus szczególnie napełnia nas sobą - swoją krwią i ciałem kiedy przyjmujemy Go w Eucharystii.

Jezus dał mi zrozumieć, że mało kto zdaje sobie sprawę z wielkości tych darów – dzięki którym (jeżeli z nich odpowiednio korzystamy) możemy stawać się już tu na ziemi, a w pełni po śmierci podobni do pierwszych ludzi z przed grzechu pierworodnego – szczęśliwych, żyjących Miłością, czystych i mocnych duchowo oraz żyjących w bliskości z Bogiem. Różnica jest jednak w świecie w którym żyjemy. Oni żyli w idealnie czystym świecie, w którym zaczął jednak wprowadzać zamieszanie potępiony już wtedy szatan, natomiast my żyjemy w świecie mocno zanieczyszczonym zarówno przez złe duchy jak i zło wypływające z ludzi którzy dali się prowadzić przez te złe duchy. Także przyroda wtedy była wspaniała i idealnie czysta natomiast obecnie jest mocno zniszczona i zdegradowana. Ale ta różnica tak naprawdę powoduje, że jeżeli w tym trudniejszym otoczeniu żyjemy Miłością, blisko Boga - często wbrew świata który nas otacza – to w większym stopniu zwyciężamy niż byśmy żyli w idealnych warunkach – idealnym otoczeniu. Tajemnica ta jest niesamowita, wspaniała.

Ale wracając do tej drugiej – także bardzo ważnej tajemnicy zapisanej w Obrazie Jezusa Miłosiernego – Jezus dał mi zrozumieć ją w ten sposób (prośba abyście czytając ten opis popatrzyli na Obraz Jezusa Miłosiernego – najpierw na rękę podniesioną ku górze następnie na rękę na piersi):

zdjjhs_obraz_pngpng

 (Jezus wskazuje prawą ręką na Niebo) „Jedyną drogą do Nieba, do Zbawienia jest droga przez moje serce, przez miłość do mnie” (lewą ręką wskazuje na swoje serce). Ja mając w głowie usłyszane kiedyś słowa, że jest wiele dróg do Nieba pomyślałem, że pewnie chodzi o najlepszą drogę a nie jedyną – i zapytałem – Jezu, ale chodzi o najlepszą drogę czy jedyną? Zasugerowałem wręcz, że wydaje mi się, że chodzi o najlepszą – Jezus jednak odpowiedział mi -„Jedyną” i dał mi zrozumieć dlaczego. W jednaj chwili zrozumiałem, że z powodu iż Jezus odkupił nas na krzyżu. Każdy człowiek po śmierci aby trafić do Nieba - musi zostać zbawiony dzięki Jezusowi. Nie ma innej opcji. Po prostu abyśmy mogli być zbawieni możemy być tylko dzięki Niemu – Jezusowi który odkupił nasze grzechy. Inaczej mówiąc gdyby Jezus nas nie odkupił nikt z nas nie mógłby być zbawiony. Poprzeczka byłaby zawieszona zbyt wysoko aby ktokolwiek z nas ludzi – grzeszników mógł być zbawionym. Ale poprzeczka jest tak wysoko ponieważ Niebo jest wyjątkowym miejscem, niewyobrażalnie wspaniałym „Światem Miłości”. A jest takie ponieważ jest w nim i emanuje niewyobrażalną Miłością Bóg. Podam pewien przykład mówiący jak wysoka jest to poprzeczka. Nawet Święty Józef – opiekun Jezusa – wspaniały człowiek i wielki Święty, który zmarł kilka lat przed śmiercią Jezusa na krzyżu nie został zbawiony od razu po śmierci. Dopiero po śmierci Jezusa na krzyżu został zbawiony Święty Józef… Tak więc tylko dzięki Jezusowi i Jego odkupieniu możemy być zbawieni. Natomiast aby Jezus mógł to zrobić potrzebna jest w tym nasza wola. Oczywiście Jezus nie zbawi nas wbrew naszej woli. Dopuści nas do Nieba - czyli „Świata Miłości” tylko wtedy kiedy my będziemy tego szczerze chcieli. Abyśmy mogli jednak ostatecznie trafić do Nieba czyli „Świata Miłości”  musimy stać się „Dziełem Miłości”. A „Dziełem Miłości” możemy stać się tylko dzięki Bogu, kiedy własną wolą podejmiemy odpowiednią decyzję i odpowiednie działania - i w konsekwencji będziemy miłowali Boga i ludzi. Bo cóż mielibyśmy robić w Niebie - Świecie Miłości jeżeli byśmy byli dziełem nienawiści albo jakimś innym dziełem… Do Świata Miłości czyli Nieba może trafić tylko Miłość – nic innego nie może tam trafić – Bóg tego nie dopuszcza. Bo co by tam robiło takie stworzenie kompletnie nie pasujące do tego miejsca… Oczywiście najlepiej, kiedy już tu na ziemi w jak największym stopniu staniemy się takim „Dziełem Miłości” właśnie poprzez "życie Miłością" do Boga i ludzi. Jest to najlepsza droga życia - zarówno tutaj na ziemi jak i jedyna droga aby po śmierci trafić do Nieba. Jednak niestety część ludzi nie żyje tak, jak powinni żyć na ziemi. Jeżeli jednak nawrócą się, nawet w ostatniej chwili swojego życia, Bóg może ich uratować przed potępieniem dzięki swojemu niezgłębionemu Miłosierdziu Bożemu ponieważ "dla Boga nie ma nic niemożliwego".. Jednak jeszcze długa droga aby stali się w pełni dziełem Miłości. Powstaje tylko pytanie czy jest sens tak bardzo ryzykować całe swoje życie wieczne? Czy jest sens ryzykować wszystko co mamy? Niestety spora cześć ludzi - szczególnie marnie żyjących na ziemi nie zwraca się do Jezusa, do Boga i kierują się ku potępieniu. Część ludzi umiera nie mając czasu na nawrócenie np. w wypadku. Jeszcze inna część ludzi będąc bardzo owładnięta przez złe byty nawet nie ma już sił aby się zwrócić do Boga. Jest to niewyobrażalna tragedia. Natomiast Ci, którzy zostają uratowani jednak nie są jeszcze „Dziełem Miłości” muszą stać się dziełem Miłości oczyszczając się z wszelkiej swojej marności właśnie w tzw. czyśćcu. Czasami przez lata, dziesiątki lat a nawet setki lat – do czasu aż staną się prawdziwym „Czystym Dziełem Miłości” – do tego czasu nie mogą trafić do Nieba. A takim dziełem staną się dopiero wtedy, kiedy pozostanie w nich tylko Miłość a wszystkie brudy zostaną usunięte poprzez różne cierpienia duchowe. Będąc już tylko bytem duchowym nie można skorzystać z wielu możliwości oczyszczania jakie mamy żyjąc na ziemi. Pozostaje jedynie oczyszczenie poprzez cierpienia duchowe. Czym więcej w człowieku prawdziwej Miłości to zarazem mniej brudów do usunięcia i na odwrót. A oczyszczanie się z tych marności tam w czyśćcu jest o wiele bardziej bolesne od jakiegokolwiek bólu tutaj na ziemi, ponieważ jest duchowe. Do tego dochodzi cierpienie polegające na oddaleniu od Boga mając zarazem pełną świadomość wspaniałości Boga-Miłości. Więc mając tę świadomość pragnie się z całych sił być z Bogiem a jeszcze nie można – i może to trwać latami a nawet setkami lat.

Tak więc jeszcze raz powtórzę bardzo ważną informację zapisaną w obrazie Jezusa Miłosiernego: „Jedyną drogą do Nieba, do Zbawienia jest droga przez Serce Jezusa, przez Miłość do Jezusa – Boga. Niech każde spojrzenie na obraz Jezusa Miłosiernego przypomina Ci o tym... Dodatkowo istotnym elementem, który opiszę szczegółowo później jest fakt, że "miłość prawdziwa" którą powinniśmy miłować Boga, Jezusa jest Miłością która zarazem pochodzi od Boga... Więc abyśmy mogli nią miłować musimy ją najpierw otrzymać od Boga...

Należy oczywiście pamiętać, że tą drogą jest Miłość do BOGA - w osobie Jezusa, Boga Ojca i Ducha Świętego. Czyli miłując Jezusa – miłujemy zarazem Boga Ojca oraz Ducha Świętego, tak samo miłując Boga Ojca miłujemy zarazem Jezusa i Ducha Świętego i identycznie miłując Ducha Świętego miłujemy zarazem Boga Ojca i Jezusa - jest to tajemnica Trójcy Świętej. Ale należy także pamiętać (co przekazał nam w Ewangelii sam Jezus), że także będąc miłosiernym dla ludzi i miłując ich - miłujemy Jego – Jezusa. Jezus powiedział – „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili".

Oczywiście powyższa wiedza jest zawarta w przykazaniach które otrzymaliśmy od Boga – abyśmy miłowali Boga z całego serca, z całej duszy i całym umysłem, a bliźniego swego jak siebie samego. Teraz możemy jeszcze bardziej zrozumieć sens tych przykazań, oraz ich ważność a zarazem sens, cel i drogę naszego życia na ziemi. Oraz co opiszę w dalszej części, możemy lepiej zrozumieć co robić, aby móc mieć i rozwijać w sobie tę Miłość i móc nią miłować Boga i ludzi. A jest to bardzo istotne, ponieważ wiele osób znając te najważniejsze przykazania często nie jest świadoma, jak to zrobić. A bez tej wiedzy i konkretnych działań zgodnych z nią - stoimy w miejscu a nawet cofamy się, ponieważ czas się kurczy…

Tak więc najważniejsza jest prawdziwa i żarliwa Miłość, przez którą naszym celem już nie jest głównie pragnienie życia dla siebie samego, lecz naszym celem staje się życie dla Boga i innych ludzi. A zrozumieć w pełni tę prawdę możemy dopiero wtedy, jak będziemy prawdziwie miłowali. A jak będziemy żyli prawdziwą Miłością – będziemy chcieli już zawsze tak żyć. Zrozumiemy, że odnaleźliśmy prawdziwy sens życia i już nigdy nie będziemy chcieli wrócić do wcześniejszego życia bez prawdziwej Miłości.

Ważna jest także świadomość, że wychodzące błyski z serca Jezusa w miejscu gdzie trzyma lewą dłoń (niezależne od dwóch wychodzących promieni - białym i czerwonym) mówią nam o żarliwości tej Miłości. Tak więc i nasza Miłość powinna być żarliwa, ognista - jak te błyski. (załączam link gdzie można zobaczyć w oryginalnej rozdzielczości obraz Jezusa Miłosiernego w Łagiewnikach klikając w „zobacz obraz” na wizerunku Jezusa):

http://www.faustyna.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1046&Itemid=1046  

Nie powinna być ta Miłość letnia czy oparta tylko na przestrzeganiu ustalonych praw czy zasad. Zasady czy przykazania są bardzo ważnym elementem, ale niewystarczającym. Sednem jest prawdziwa, żarliwa Miłość która dopiero sprawia, że stajemy się prawdziwym narzędziem wielkości stworzenia. My-narzędzie poprzez cząstkę swojej własnej woli przyczyniamy się do powstania wspaniałego "Dzieła Miłości" – siebie samego, ale także innych Dzieł Miłości które także pociągnięte Miłością i przykładem wybiorą drogę Miłości. Dzieło to może z czasem zamieszkać z Bogiem Ojcem, Jezusem oraz Duchem Świętym w Niebie. Oczywiście napisałem cząstkę swojej własnej woli – ponieważ my jesteśmy tak słabym bytem (co już opisałem powyżej w opisie świata), że poprzez nasze zwrócenie się – naszą wolą w kierunku Boga – robimy bardzo ważny krok – jednak to Bóg poprzez Swoją Miłość i Miłosierdzie, dzięki naszej zgodzie i otwarciu się na Niego zaczyna w nas działać, nas wspierać, pomagać nam, rozwijać nas, NAPEŁNIAĆ NAS SWOJĄ MIŁOŚCIĄ, a w konsekwencji prowadzić nas dzięki czemu stajemy się wspaniałym Dziełem Miłości. Tak naprawdę stajemy się tym wspaniałym Dziełem Miłości tylko dzięki temu, że Bóg-Miłość zaczyna w nas mieszkać. Więc musimy być świadomi ważności "prawdziwej pokory", że co prawda my w tym dziele mamy ważny udział, ponieważ wybieramy drogę swoją wolą, jednak sami nic nie bylibyśmy w stanie zdziałać. Nie moglibyśmy stać się tym wspaniałym Dziełem Miłości bez Boga. Po prostu -  bez Boga-Miłości nic nie możemy zdziałać. Dodatkowo gdyby nie działanie i ochrona Boga - złe byty zrobiłyby z nami cokolwiek by chciały. I często niestety to obserwujemy widząc jak nieludzko niektórzy ludzie się zachowują. Ale oni wybrali niestety drogę bez Boga myśląc, że sami sobie dadzą radę. Myślą, że idą własną drogą a tak naprawdę są marionetkami w rękach złych bytów duchowych które także są daleko od Boga i są o wiele silniejsze i inteligentniejsze od tych, których mają w swoich "rękach". Więc jeżeli otworzymy się na Boga - to Bóg zamieszka w nas, poprowadzi nas, rozwinie i sprawi, że nasze życie zacznie nabierać naprawdę sensu. To Bóg sprawia, że zaczynamy naprawdę żarliwie miłować. Jednak aby mógł to sprawić potrzebna jest nasza decyzja, że tego pragniemy. I nie jest to spowodowane, że Bóg jest ograniczony w czymkolwiek, tylko Miłość i Miłosierdzie Boga jest tak wielkie, że dając nam życie dał nam całkowitą wolność co do naszej woli - dlatego zawsze to my musimy podjąć tę decyzję jaką drogą chcemy podążać przez życie. Następnie „płyniemy” po oceanie naszego ziemskiego życia pchani silnymi wiatrami i prądami morskimi – czyli bytami duchowymi na które się otworzyliśmy a kierunek naszej drogi jest zależny od tego czy prowadzi nas Bóg czy szatan. Dodatkowo w zależności od naszego wyboru, na naszym pokładzie przewozimy prawdziwy skarb - Miłość lub najgorszą śmiercionośną zarazę. Jeżeli ktoś podejmuje złą decyzję oddając się w ręce zła - Jezus bardzo cierpi tak jak my cierpielibyśmy np. patrząc jak nasze dziecko wpadłoby w sidła jakiegoś okropnego zła, np. narkomani zabijając się z dnia na dzień. Jezus cierpi o wiele bardziej, ponieważ Jego Miłość i wrażliwość jest ogromna. I walczy o nas do ostatniej chwili, np. wysyłając do takiego biednego człowieka kogoś, kto współpracuje z Nim, jest tym, który wybrał życie z Bogiem i chce pomagać innym ludziom z Miłości. Jezus, Bóg wysyła go, aby mu pomógł, napomniał go. Jednak zawsze ostateczną decyzje pozostawia Bóg człowiekowi.

Co do dróg życia na ziemi oczywiście jest ich wiele, tzn. możemy zajmować się różnymi rzeczami, mieć różne zawody, możemy mieć różny kolor skóry, możemy mieszkać gdziekolwiek, jednak każdy z nas niezależnie od wyznania na końcu naszej ziemskiej drogi może zostać zbawiony tylko w jeden sposób – przez Jezusa – Boga, który odkupił nasze grzechy. Nie ma innej opcji.

Reasumując – Jezus dał mi zrozumieć tę tajemnicę zapisaną w Swoim Obrazie, polegająca na tym, że najważniejszą na naszej drodze do zbawienia jest nasza Miłość do Niego – Jezusa czyli "zarówno Boga jak i Człowieka", zarazem miłość do Boga Ojca i Ducha Świętego oraz miłość do ludzi. Ta sama tajemnica jest zapisana także w innych obrazach z wcześniejszych czasów gdzie Jezus wskazując jedną ręką na Niebo, drugą ręką wskazuje na swoje serce...

Połączenie wspaniałego Miłosierdzia Bożego oraz Miłości Bożej z naszą Miłością do Boga daje wspaniałą całość. Jezus nas odkupił, wybawił, uratował, dodatkowo cały czas ratuje, karmi nas sobą, swoim ciałem i krwią - pokarmem duchowym i cały czas nas ogromnie kocha i miłuje. Dodatkowo Jezus poprzez swoje niezgłębione Miłosierdzie może uratować każdego, nawet największego grzesznika – wystarczy, żeby szczerze zwrócił się do Jezusa i umiłował Go. My natomiast poprzez Miłość do Jezusa - Boga i ludzi własną wolą decydujemy, że chcemy być na zawsze z Nim – naszym Bogiem. I choć nikt z nas nie jest w stanie sam się zbawić, ponieważ jesteśmy grzesznikami i nicością w porównaniu do Boga – to dzięki tej Miłości idziemy jedyną pewną drogą do zbawienia.

Jednak jeżeli te dwie tajemnice zawarte w obrazie rozmijają się, gdzie Jezus zawsze kocha i miłuje człowieka oraz ma otwarte dla niego swoje miłosierdzie, ale człowiek wybrał inną drogę – drogę bez Miłości czyli drogę potępienia – powstaje ogromna tragedia. Jezus tak bardzo kochając - niewyobrażalnie cierpi z powodu tragedii człowieka, za którego tak wiele poświęcił, żeby go uratować. Cierpi jednak także niewyobrażalnie nieszczęśnik, który z własnej woli odrzucił Miłosierdzie Boże i wybrał drogę potępienia… Jest to tragedia nie do opisania, dlatego tak ważna jest świadomość ogromnej roli obu tych tajemnic, gdzie tylko obie razem prowadzą do ogromnego szczęścia i można by powiedzieć naszymi słowami - całkowitego sukcesu. Prowadzą do powstania wspaniałego Dzieła Miłości, które co prawda tworzy Bóg, jednak samo dzieło jest także świadomym - ważnym narzędziem woli - przyczyniającym się do własnego powstania i wzrastania. W tym właśnie miejscu jest widoczna pewna "inność" nas w porównaniu do Aniołów. Aniołowie od początku są stworzeni przez Boga jako byty wyłącznie duchowe i o wiele od nas doskonalsze. Jednak przez to, że my sami mamy "udział własnej woli" w tym, jacy jesteśmy po prawdziwym narodzeniu się - czyli po ziemskim życiu i ziemskiej śmierci - jesteśmy stworzeniem Boga, które ma udział we własnym, rzeczywistym powstaniu do prawdziwego życia.

Opowiem jeszcze o jednym ważnym znaku związanym z powyższym tematem. Kilka lat temu Bóg tak poprowadził moje życie, że zamieszkałem zaraz obok terenu Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie. Przez wiele lat żyłem zupełnie normalnie jak większość ludzi. Kiedy zaczęły się dziać u mnie te wszystkie niezwykłe zdarzenia, bardzo istotne znaczenie odegrało w tym właśnie Sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Mogę wręcz powiedzieć, że to tam rozpoczęła się i rozwijała moja nowa - niezwykła droga z Jezusem (zresztą m.in. od niesamowitego zdarzenia które opisałem na początku tej strony). Po pewnym jednak czasie, kiedy była już zaawansowana budowa Sanktuarium Jana Pawła II i otwarto część tegoż Sanktuarium – Jezus tak poprowadził moje życie, że bardziej zostałem związany z Sanktuarium Jana Pawła II. Nawet się trochę temu dziwiłem, że Jezus tak to poprowadził, ponieważ Sanktuarium Miłosierdzia Bożego jako Świątynia poświęcona Miłosierdziu Bożemu jest wyjątkowym miejscem. Jednak zawsze darzyłem ogromną sympatią Jana Pawła II a dodatkowo czuję, iż Jan Paweł II także mnie wspiera na mojej drodze. Jestem także świadomy, że w każdym kościele tak samo spotykam się z Bogiem, więc nie szukałem odpowiedzi na to pytanie - dlaczego Sanktuarium Jana Pawła II. Dodatkowo cały czas mam kontakt z Sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Minęły około 2 lata od tej zmiany i niedawno Jezus dał mi zrozumieć dlaczego tak się stało. Z Bazyliką Miłosierdzia Bożego łączy się bezpośrednio tajemnica Miłosierdzia Bożego, którą przekazała Siostra Faustyna. Natomiast temat który dał mi szczególnie zrozumieć Jezus i który opisałem powyżej czyli temat „Miłości do Boga jako jedynej drogi do zbawienia” jest ściśle związany z Sanktuarium Jana Pawła II. A jest związany dlatego, ponieważ Sanktuarium Jana Pawła II jest właśnie miejscem poświęconym wspaniałemu człowiekowi naszych czasów, którego mogliśmy poznawać, z którym mięliśmy możliwość razem żyć, oglądać czy słuchać Go. Człowieka, który mając w sobie tą BOŻĄ MIŁOŚĆ całkowicie umiłował Boga i ludzi, idąc właśnie tą jedyną drogą do zbawienia, dodatkowo dając nam wspaniały przykład. Tak więc Sanktuarium Miłosierdzia Bożego i Sanktuarium Jana Pawła II będące na tym samym terenie tworzą właściwie pewną całość – tak jak tajemnica zawarta w obrazie Jezusa Miłosiernego ukazująca zarówno wspaniałe Miłosierdzie Boże, jak i jedyną drogę do zbawienia przez Miłość do Boga.

Razem połączone tworzą całość – wspaniałe "Dzieło Miłości" odkupione dzięki niezgłębionemu Miłosierdziu Bożemu oraz ostatecznie zanurzone w oceanie Miłości - Bogu.

22.10.2013

Nasz cel i droga. Miłość.

Nawiązując do wcześniejszego opisu – uświadamiamy sobie dokładniej nasz cel i jedyną do niego drogę na ziemi. Naszym celem jest zbawienie czyli połączenie się z Bogiem w Miłości. A jedyną drogą – Miłość do Jezusa, Boga oraz ciągłe w niej wzrastanie. Dzięki tej czystej Miłości do Boga - Miłość do ludzi oraz czyny miłosierne względem nich. Znamy już cel i drogę – teraz wystarczy, że zaczniemy kierować się i podążać w jego stronę…

Tutaj, na ziemi, mamy określoną ilość czasu którą powinniśmy odpowiednio – pożytecznie wykorzystać. Bardzo ważna jest świadomość, że po przekroczeniu granicy śmierci naszego fizycznego ciała, przy „rozliczaniu naszego ziemskiego życia” jedyne, co będzie miało jakiekolwiek znaczenie "na naszą korzyść" - to Miłość. Ile w tym „określonym czasie” żyjąc na ziemi "przeznaczyliśmy czasu" i wysiłków na wzrastanie w Miłości, miłując i czyniąc czyny miłosierne. Pozostały czas w znacznej części będzie czasem zmarnowanym, straconym. I jeżeli ktoś nie przeżyje tego czasu „pożytecznie” – uświadomi sobie wtedy dokładnie, jak wiele tego czasu stracił i nie może już tego odwrócić.  Jednak dzięki tej wiedzy i świadomości jej, możemy ten czas zacząć „pożytecznie wykorzystywać” już od teraz… A zastanów się, jak ten czas obecnie wykorzystujesz? Np. ile czasu dzisiaj poświęciłeś, poświęciłaś na wzrastanie w Miłości do Boga i ludzi oraz ile zrealizowałeś czynów miłosiernych i czy rzeczywiście miłujesz i kochasz Jezusa, Boga i ludzi? Odpowiedź na to pytanie uświadomi Ci, ile musisz zmienić w swoim życiu, żeby iść prawidłową drogą do celu… Od tego trzeba zacząć.

Jeżeli odpowiedziałeś sobie na powyższe pytania i okazało się, że Twoja obecna droga nie była do końca prawidłowa, możesz dzięki własnej woli zmienić ją w jednej chwili. Najbardziej niesamowite jest to, że już od dzisiaj posiadając powyższą wiedzę dotyczącą „jedynej prawidłowej drogi” możesz iść tą prawidłową drogą. Wystarczy, że postanowisz to zrobić i zrobisz pierwszy krok a za nim koleje, odwracając się zarazem od dotychczasowej błędnej drogi, jeżeli taką była. I nie ważna jest Twoja przeszłość jakakolwiek by była i nie powinieneś martwić się zbytnio o przyszłość. Dzisiaj tą decyzją możesz naprawdę zmienić całe swoje życie. Ważne jest, abyś dbał jedynie o każdy bieżący („dzisiejszy”) dzień aby go „dobrze przeżyć”. To sprawi, że z każdym dniem Twoja „nowa” przeszłość powiększana o ten kolejny nowy, dobrze przeżyty dzień będzie coraz lepsza. Na początku może być ciężej i więcej trzeba będzie włożyć wysiłku, jednak jak już zaczniesz żyć prawdziwą Miłością nabierzesz siły i będziesz wspomagany i wręcz niesiony przez Miłość. Tak więc i przyszłość będzie coraz wspanialsza, ponieważ każdy dobrze przeżyty dzień będzie sprawiał, że będziesz szedł dobrą drogą, idąc w kierunku najważniejszego i najwspanialszego celu - zbawienia, żyjąc w Miłości i bliskości z Bogiem. Żyjąc w bliskości z Jezusem, sam Jezus będzie Ci błogosławił i pomagał, więc i w ziemskich sprawach także będziesz wzrastał w możliwie najlepszy sposób i niczego nie będzie Ci brakowało. Przecież jak ktoś prawdziwie kogoś miłuje zawsze pomaga tej osobie i troszczy się o nią. A Jezus, Bóg miłuje nas ogromnie, a do tego może uczynić wszystko i nie ma przed Nim żadnych ograniczeń ponieważ jest wszechmogący. Więc jeżeli postanowisz, że chcesz żyć z Jezusem, Bogiem w bliskości i Miłości, jak z przyjacielem, bratem dlaczego miałby Ci nie pomóc w czymkolwiek o co Go poprosisz i będzie to dla Ciebie dobre. Oczywiście pomoże Ci, a nawet da Ci więcej niż Go prosisz, ponieważ taki jest już Jezus – miłuje nas ogromnie i chce nam pomagać o wiele hojniej niż my Go prosimy.

Co to jest Miłość ?

Wydaje się, że większość ludzi wie co to jest Miłość. Prawda jest jednak taka, że bardzo niewielu ludzi wie dokładnie co to jest „prawdziwa Miłość”. A w obecnych czasach ludzie coraz bardziej odchodzą od prawdy dotyczącej Miłości. Wiedza dotycząca Miłości w obecnych czasach została całkowicie pomieszana, a tak naprawdę została ona świadomie zafałszowana przez szatana. Jest to całkowicie zrozumiałe i logiczne, ponieważ szatan nienawidzi Miłości. On utracił Miłość w momencie, kiedy został potępiony, stracił wszystko - utraciwszy Boga – stracił Miłość. Jest świadomy, że dla człowieka życie „prawdziwą Miłością” prowadzi do zbawienia a on robi wszystko, abyśmy tam nie dotarli. Robi wszystko, aby ludzie nie żyli „prawdziwą Miłością”. Oczywiście jednym z najlepszych sposobów odciągnięcia ludzi od „prawdziwej Miłości” było zafałszowanie tego, czym jest „prawdziwa Miłość”. Sprawienie aby ludzie myśleli, że Miłością jest coś, czym tak naprawdę nie jest. Skoro ludzie nie będą znali celu ani drogi, gdzie mają iść, to tam nie pójdą i nie trafią do niego. Udało mu się to – większość ludzi rozumie Miłość tak, jak chciał tego szatan, chociaż często ludzie gdzieś głęboko w sobie czują, że jest coś jeszcze... Jest to jedno z największych oszustw szatana, jakim udało mu się skazić ludzkość. Czas, aby przypomnieć, czym tak naprawdę jest „prawdziwa Miłość”.

Na początku musimy uświadomić sobie, że prawdziwa Miłość jest tylko i wyłącznie stanem duchowym. Bóg emanuje Miłością, wręcz mówimy, że Bóg jest Miłością, a jest istotą duchową – więc Miłość jest tylko i wyłącznie stanem duchowym. Po śmierci naszego ciała - nasza dusza nadal będzie istniała. Co czeka człowieka po śmierci fizycznej jak wybierze złą drogą wielokrotnie wspominaliśmy. Jeżeli jednak wybierzemy dobrą drogę na ziemi, jedyne, co będziemy mogli „zabrać” ze sobą do Nieba, będzie właśnie Miłość. Wręcz można powiedzieć, że będziemy już tylko Miłością. Oczywiście tam, w niebie „nasza” Miłość będzie tylko niewielką kropelką „dolaną” do oceanu nieskończonej Miłości Boga, a my zostaniemy zalani tym oceanem Miłości, osiągając nieprawdopodobnie wspaniały i cudowny stan.  Cała reszta, wszelkie uczucia które doświadczyliśmy czy osiągnięcia które zdobyliśmy żyjąc na ziemi przestaną dla nas istnieć, przestaną mieć znaczenie podobnie, jak wszelkie dobra materialne które pozyskaliśmy na ziemi – pozostanie tylko Miłość. Więc „prawdziwa Miłość” jest tylko i wyłącznie stanem duszy. W tym miejscu jasno musimy oddzielić to, co jest stanem duszy od tego, co jest stanem ciała. Wszelkie stany cielesne wynikające z naszej fizyczności jak instynkty, emocje, uczucia nie są "czystą Miłością". Są to stany fizjologiczne i „biochemiczne” generowane przez nasz organizm, nasze ciało, najczęściej poprzez nasze zmysły. Powstające uczucia w naszym ciele są stanami utrwalonymi „w czasie” z wielu pośrednich stanów – głównie emocjonalnych. Przykładem takich uczuć są np. uczucie przywiązania, uczucie tęsknoty, uczucia zmysłowe a także najczęściej mylone z Miłością uczucia szczególnie jaskrawe i przyjemne jak uczucie zakochania czy "uczucie miłości". Jak już jasno rozgraniczyliśmy stan duchowy jakim jest Miłość od stanów cielesnych jakimi są uczucia muszę wspomnieć więcej o uczuciu, które jest najczęściej mylone z Miłością czyli "uczucie miłości" (chociaż w naszym świecie już wiele uczuć myli się z miłością - nawet uczucia zmysłowe). "Uczucie miłości" jest także bardzo przyjemnym uczuciem, często złożonym tak naprawdę z wielu uczuć (m.in. wymienionych powyżej) - jednak zawsze należy pamiętać, że jest tylko uczuciem. Wiem, że sama nazwa już może mylić jednak jest to tylko kwestia nazewnictwa - słów. Pewnie łatwiej by było, żeby uczucie to nazwać inaczej, jednak sedno nie leży w tym, żeby zmieniać nazwy, ale żeby rozumieć, czym się różnią uczucia m.in. "uczucie miłości" (generowane przez nasze fizyczne ciało) od "prawdziwej, czystej Miłości" która jest stanem duchowym. Uczucia powinniśmy kontrolować i kształtować swoją wolą. Jeżeli to robimy, powinny być dla nas wsparciem na drodze do prawdziwej Miłości - jednak nigdy nie będą Miłością duchową. Uczucia niosą za sobą tęsknotę, przywiązanie, zazdrość itp. czyli niosą za sobą pragnienia, które człowiek chce zaspokajać. Miłość duchowa wolna jest od wszelkich pragnień. Aby lepiej zrozumieć jak czysta, piękna i ważna jest prawdziwa Miłość duchowa w naszym życiu warto przytoczyć słowa Św. Pawła, który mówi właśnie o "prawdziwej Miłości":

 "Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a Miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił. a Miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz Miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce.Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.  Tak więc trwają wiara, nadzieja, Miłość - te trzy: z nich zaś największa jest Miłość." 

Wielu ludzi myśląc czy mówiąc o Miłości ma na myśli jedynie stany emocjonalne lub uczucia. Jest to poważny błąd. Polega on na tym, że traktując Miłość jako wyłącznie stany emocjonalne czy uczucia zupełnie odchodzi się od sedna, czyli „prawdziwej, czystej Miłości duchowej”.

Oczywiście często w naszym życiu "Miłość duchowa" występuje równolegle (jednak zawsze niezależnie) z uczuciami. Przykładem jest np. małżeństwo, gdzie małżonkowie powinni "miłować się" zarówno „Miłością duchową” jak i darząc się uczuciem miłości, uczuciem bliskości, uczuciem przywiązania i uczuciami zmysłowymi. Jednak aby tak mogło być, małżonkowie najpierw muszą mieć w sobie Miłość duchową. Wtedy jest to wspaniałe połączenie. Wręcz należy dodać, że zawsze tak powinno być. Ludzie powinni pielęgnować i dbać o takie dobre uczucia, które poza przyjemnym stanem są także dodatkową "siłą" wiążącą małżonków. Podobnie jest w przypadku rodzica i dziecka, gdzie możemy często dostrzec bezinteresowną - "czystą Miłość” oraz niezależnie występujące uczucia m.in. uczucie miłości, uczucie bliskości, uczucie przywiązania.

Jednak coraz częściej, poprzez niezrozumienie czym jest „prawdziwa Miłość” i nie "karmieniu się Nią na codzień" – ludzkie relacje, m.in. małżeństwa opierają się jedynie na kruchych uczuciach zmysłowych, żyjąc bez „prawdziwej Miłości”. W takich sytuacjach jeżeli uczucie małżonków osłabnie, zaspokojenie pragnień i potrzeb własnych staje się ważniejsze od potrzeb współmałżonka, a to oznacza, że w takiej osobie nie ma prawdziwej Miłości. To bardzo często kończy się niestety porażką takiego małżeństwa…

Tak ważne jest więc zrozumienie, że prawdziwa Miłość jest stanem duchowym zupełnie niezależnym i o wiele ważniejszym od uczuć. Dzięki temu możemy bardziej świadomie podejmować działania w celu rozwijania prawdziwej Miłości, nie poddając się jedynie napotykanym na drodze swojego życia wszelkim uczuciom, myśląc i oszukując się, że poprzez poddawanie się tym uczuciom, żyjemy prawdziwą Miłością.

Uczucia oczywiście także powinny być ważnym i pozytywnym elementem naszego życia. Powinny być dla nas "sprzymierzeńcami" w naszym ziemskim życiu. Często jednak tak nie jest. Kiedy kontrolując nasze uczucia pozwalamy się rozwijać dobrym uczuciom, robimy dobrze. Kiedy uczucia są elementem wspomagającym nas we wzrastaniu w prawdziwej Miłości (w dalszej części opiszę to bardziej szczegółowo) - korzystamy z nich w najlepszy możliwy sposób. Także kiedy tłumimy uczucia które pchają nas w nieprawidłowym kierunku kontrolując je, także wzrastamy. W ten sposób jesteśmy prawdziwie wolnymi ludźmi. Jednak jeżeli zaczynamy się poddawać wszelkim napotykanym uczuciom, twierdząc, że są one w życiu najważniejsze, popełniamy ogromny błąd. Niesieni różnymi uczuciami i namiętnościami, które zaczynają nad nami panować, popadamy w kolejne namiętności, grzechy, nawyki a nawet uzależnienia, często krzywdząc ludzi wokół siebie. Dzięki temu często oddalamy się od naszego celu. Stajemy się wręcz niewolnikami swojego ciała, które poprzez emocje i uczucia zaczyna nami rządzić. Sporo ludzi myśli, że jak poddają się wszelkim uczuciom które napotykają na swojej drodze są wolni – jednak jest to kompletna nieprawda – są tak naprawdę niewolnikami swojego ciała - swoich uczuć i emocji. Dodatkowo bardzo często w wikłaniu nas w te niby przyjemne, ale ostatecznie niszczące nas uczucia są zaangażowane bezpośrednio siły zła. Natomiast prawdziwie wolni są Ci, którzy kontrolują swoje uczucia i panują nad nimi. To jest prawdziwa wolność. Oczywiście mogą to w pełni realizować tylko ludzie żyjący w bliskości z Bogiem. W tym miejscu myślę, że nie muszę opisywać bardziej szczegółowo tematu uczuć, ponieważ każdy z nas jest ich bardzo świadomy. Z racji naszej fizyczności stany te są bardzo wyraźne w naszym życiu.

 

Czym jest więc prawdziwa Miłość?

 

Miłość prawdziwa – jest życiową siłą i mocą duchową, której źródłem jest Bóg. Jest zarazem światłem duchowym oświecającym całe otoczenie przez tego, kto ma w sobie tę Miłość i Nią emanuje. Jest także niezwykle pięknym, wspaniałym stanem duszy który już tu na ziemi doświadczamy w cząstce, natomiast w pełni będziemy mogli doświadczyć i odczuć dopiero w Niebie.

Miłość uświęca i uszlachetnia człowieka oraz jest wolna od wszelkich pragnień. Powoduje, że ten kto ją posiada, żyje bardziej dla innych niż dla siebie i realizuje to przez miłosierdzie. Człowiek nie jest w stanie prawdziwie żyć w taki sposób bez Miłości.

Bóg nieprzerwanie emanuje tą duch

Powinniśmy żyć w taki sposób, abyśmy byli cały czas napełniani prawdziwą Miłością, aby następnie miłować, przekazywać ale także zarazem cały czas otrzymywać ją. Jednak nikt z nas nie może sam rozwinąć w sobie prawdziwej i czystej Miłości, nie żyjąc w bliskości z Bogiem. Jest to niemożliwe. Jest to spowodowane tym, że jedynym źródłem prawdziwej Miłości jest tylko Bóg. Wielu ludzi myśli, że żyjąc daleko od Boga potrafią miłować prawdziwą Miłością. Nie jest to prawda. Ale najczęściej tak myślą, ponieważ nie wiedzą czym jest prawdziwa Miłość. Dlatego też w dzisiejszym świecie tak wielu ludzi m.in. rozwodzi się, ponieważ żyją pozbawieni „prawdziwej Miłości”. Tak wielu ludzi krzywdzi innych – wykorzystując ich aby zaspokoić własne potrzeby. Ludzie ci mają w sobie mnóstwo uczuć, namiętności, ale nie mają w sobie „prawdziwej Miłości”. Można powiedzieć, że są martwi pod tym względem. Zarazem osoby te są często tak bardzo spragnione prawdziwej Miłości, że „rzucają” się na każde napotykane na swojej drodze „nowe uczucie” (do ludzi, do rzeczy materialnych itd.) przy okazji raniąc wszystkich w koło, myśląc, że w końcu doświadczą Miłości. I za każdym razem po chwilowym zachłyśnięciu się, w momencie jak zaczyna opadać „chemiczne” uczucie satysfakcji zauważają, że nadal czegoś im brakuje. I często szukają w ten sposób całe życie, aż na końcu swojej ziemskiej drogi uświadamiają sobie, że naprawdę są martwi i zmarnowali swoje życie na poddawanie się kolejnym uczuciom żyjąc bez Miłości…

Jest tylko jedna, jedyna droga aby mieć w sobie tę „prawdziwą, czystą Miłość”. Abyśmy mięli tę Miłość w sobie

musimy ją otrzymać od Boga. Nie ma innej opcji. Następnie jak ją otrzymamy od Boga dopiero wtedy możemy miłować prawdziwie Boga i ludzi.

Dopiero wtedy możemy ją rozwijać w sobie i emanować nią na zewnątrz prawdziwie miłując.

Wtedy dopiero jesteśmy w stanie miłować innych ludzi prawdziwą Miłością – bezinteresownie i bezwarunkowo. Wtedy dopiero jesteśmy w stanie doświadczyć, co to jest prawdziwe szczęście, ponieważ bez prawdziwej Miłości nigdy tego nie doświadczymy.

Co jednak robić, abyśmy mogli otrzymać tę Miłość od Boga i abyśmy mogli nią żyć?

Abyśmy mogli otrzymać Miłość od Boga musimy się na nią otworzyć i poprosić o nią - czyli powinniśmy się modlić o Miłość. Wielu ludzi modli się dla siebie i innych ludzi o wiele spraw i bardzo dobrze. Ale przecież najważniejszą w naszym życiu jest Miłość. Nasuwa się więc pytanie czy modlisz się dla siebie i innych ludzi o Miłość? Czy modlisz się, aby Bóg napełniał Cię prawdziwą Miłością, którą będziesz mógł miłować? O Miłość do Jezusa, Boga i ludzi? Przecież Miłość do Jezusa, Boga oraz Miłość do ludzi jest tym, co jest dla nas najważniejsze! Jest naszym celem i jedyną drogą do zbawienia i jest zawarta w najważniejszych przykazaniach, które dał nam Bóg – „Abyśmy miłowali Boga z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich swoich myśli a bliźniego jak siebie samego”.

A przecież Bóg może i chce uczynić wszystko o co Go prosimy i jest zgodne z Jego wolą, bo jesteśmy Jego dziećmi.

Musimy uświadomić sobie to dogłębnie, że Bóg może wszystko czynić, nie ma przed Nim żadnych ograniczeń. Z drugiej strony miłuje nas o wiele większą Miłością, niż my miłujemy kogokolwiek. Bóg czeka tylko, abyśmy go prosili i chce z Miłości do nas realizować te prośby, jeżeli tylko są dla nas dobre i pożyteczne – a wtedy są zgodne z Jego wolą. Więc czy prośba o Miłość skierowana do Boga może być niezgodna z Jego wolą? Oczywiście, że nie – taka prośba zawsze będzie wysłuchana przez Boga pod warunkiem jednak, że jest szczera i prawdziwa. Jest to więc jedyny i zarazem 100% sposób na to, abyśmy zostali napełnieni prawdziwą i czystą Miłością, którą dopiero będziemy mogli prawdziwie miłować Boga i ludzi.

Jednak musimy sobie przypomnieć, czym jest prawdziwa modlitwa. Wyobraźmy sobie, że umówiono nas na spotkanie z jakimś bardzo ważnym człowiekiem. Zapewne na takie spotkanie przygotowali byśmy się, starali byśmy się nie spóźnić, odpowiednio zachowywać, koncentrować na rozmowie itp.

A musimy uświadomić sobie, że modlitwa jest tak naprawdę rozmową z samym Jezusem, Bogiem Ojcem i Duchem Świętym.

Jak wielka jest przepaść pomiędzy największym dostojnikiem na ziemi a Bogiem który stworzył cały świat. Tą przepaść możemy jedynie określić jako nieskończoność. Powinniśmy uświadomić sobie, jak ważne jest, aby nasza modlitwa była szczera i prawdziwa, przeżywana właściwie w medytacji, czyli w koncentracji i skupieniu. Nasza modlitwa powinna być modlitwą sercem. Spotykamy się na niej i rozmawiamy z samym Jezusem, Bogiem. Pamiętajmy także, żeby starać się modlić klęcząc – dzięki czemu szczerze uniżamy się przed Bogiem w akcie pokory. Zawsze szatan będzie chciał nam przeszkadzać, rozpraszać - także w modlitwie. Klęcząc, w akcie pokory – ograniczamy szatanowi dostęp do nas… Pokora jest tarczą obronną przeciwko szatanowi. Szatan nie był w stanie zachować pokory i przez to został potępiony. Możemy więc powiedzieć, że pokora jest silniejsza od szatana. Dlatego tam gdzie jest prawdziwa pokora – nie ma wstępu szatan. Pamiętajmy także, aby starać się przeżywać każde słowo modlitwy z pełną świadomością jego znaczenia, inaczej ileż jest warta taka rozmowa gdzie modląc się myślimy o czymś innym… Człowiek rozmawiający w ten sposób z drugim człowiekiem obraża go poprzez brak szacunku, a co dopiero w rozmowie z samym Jezusem, Bogiem…

Modlić powinniśmy się zarówno swoimi słowami jak i używając znanych modlitw.

Szczególnie chciałbym wszystkich zachęcić do odmawiania wyjątkowej modlitwy, podanej nam przez samego Jezusa. Modlitwa ta ma największą moc i siłę. Jest to Koronka do Miłosierdzia Bożego. Jej szczególna siła wynika już z samego faktu, że jest skierowana bezpośrednio do Miłosierdzia Bożego. Ale ma dodatkowo zawartą w sobie szczególną moc, ponieważ prosimy w niej Boga w imieniu Jezusa wręcz ofiarowując Jezusa. Jezus dając nam tę modlitwę przez Świętą siostrę Faustynę sam zgodził się na to, abyśmy prosili Boga Ojca w Jego imieniu. Abyśmy ofiarowali Go - Bogu w celu uproszenia naszych próśb – szczególnie prosząc o miłosierdzie, na przebłaganie za nasze grzechy i całego świata, ale nie tylko. Jest jednak coś jeszcze... W tej modlitwie nie tylko ofiarujemy Jezusa Bogu, ale także odwołujemy się do Jego cierpień. Zadajmy sobie pytanie, czy może być jakakolwiek inna modlitwa, którą możemy bardziej dotrzeć do Boga Ojca? Jezus dla Boga Ojca jest najukochańszym synem, więc łatwo zrozumieć, że nie ma nic ważniejszego dla Boga Ojca ponad Jezusem. W tej modlitwie jest zawarte tak wielkie poświęcenie i oddanie się dla nas przez Jezusa, że gdybyśmy nie otrzymali tej modlitwy od samego Jezusa, myślę, że nigdy nie bylibyśmy w stanie modlić się w ten sposób – ofiarowując Go – Jezusa  Bogu w dodatku odnosząc się do Jezusa cierpień, do Jego Męki. Tylko dlatego, że Jezus sam dał nam tę modlitwę, ofiarowując się w niej kolejny raz za nas, możemy w taki sposób prosić Boga. Jednak aby w pełni realizować tę modlitwę, powinniśmy odmawiając ją w świadomości przeżywać Mękę Jezusa, przechodząc przez kolejne etapy drogi Krzyżowej. Jest to najlepszy sposób przeżywania tej wyjątkowej modlitwy. W Męce Jezusa jest zawarta cała Miłość i mądrość (Prawda). Jest w niej zawarta (zapisana) najważniejsza wiedza. Jezus dał mi zrozumieć znaczną część tej wiedzy, opisze ją w dalszej części. W innej części także opisze więcej ważnych informacji związanych z Koronką do Miłosierdzia Bożego, która jest szczególną modlitwą naszych czasów.

Jeżeli więc dołączamy jakiekolwiek intencje modląc się tą wyjątkową modlitwą, to także w ten sposób poprzez Koronkę do Miłosierdzia Bożego modlimy się w tych intencjach. A wiemy już, jaka intencja jest jedną z najważniejszych… :)

Poniżej załączam link do opisu modlitwy - Koronki do Miłosierdzia Bożego:

http://www.faustyna.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=358&Itemid=77

 …„Proście a będzie Wam dane”...

Więc módlmy się o Miłość, a Bóg będzie nas napełniał prawdziwą i czystą Miłością duchową i będziemy mogli miłować nią Boga oraz ludzi. Radujmy się, że wkroczyliśmy na jedyną prawidłową drogę. Jednak zarazem musimy być świadomi, że jest to dopiero początek. Jak o wszystko w naszym życiu, tak też o Miłość, a raczej szczególnie o Miłość, musimy ciągle dbać, każdego dnia i karmić się Nią, inaczej jak ją zaniedbamy – uschnie. Podobnie jak kwiat o którym zapomniano i przestano go podlewać.

Oczywiście nasuwają się kolejne pytania. Jak dbać o Miłość? Jak rozwijać Miłość?

Na te pytania odpowiem w kolejnym opisie.

 

 7.11.2013

 

Niebawem odpowiem szczegółowo na powyższe pytania.

 

Jednak nadchodzi szczególnie radosny czas który pragnę zapowiedzieć, kiedy dokładnie opiszę fakt związany z ponownym, drugim przyjściem Jezusa Chrystusa w chwale na ziemię. Jest ono podobne do narodzenia się Jezusa dwa tysiące lat temu w Betlejem. Zrobię to w Wigilię Bożego Narodzenia 2013. W tę Wigilię każdy, kto przeczyta tą radosną wiadomość, będzie już w pełni świadomy, że Jezus ponownie wrócił i jest już z nami na ziemi w ciele fizycznym. Opis ten będzie się tyczył drugiego przyjścia Jezusa, przed Jego ostatecznym przyjściem na sąd ostateczny.

 

Poniżej załączam objawienie Maryi opisujące ponowne „drugie przyjście Jezusa, przed Jego ostatecznym przyjściem na sąd ostateczny”, przekazane 24.12.1978 roku księdzu Gobbi:

 

Jego drugie przyjście

 

Gromadzę was przy Sobie, umiłowani synowie, obok biednego żłobu, w oczekiwaniu na złożenie w nim Mego nowo narodzonego Dziecięcia.

Jest to Święta Noc. Spędzacie ją na modlitwie i w skupieniu. Spędzacie ją ze Mną.

W tę Noc ciemność ogarnia wszystko, a cisza już stłumiła wszelkie odgłosy. Nagle zstępuje z Nieba nowa światłość i radosne głosy aniołów rozbrzmiewają na opustoszałych drogach świata.

Pustynia świata otwiera się, by przyjąć swego Boga, który rodzi się ze Mnie do Swego ludzkiego życia.

Jego drugie przyjście podobne będzie do pierwszego, najmilsi synowie. Powrót Jezusa w chwale – przed Jego ostatecznym przyjściem na sąd ostateczny – podobny będzie do Jego narodzenia w tę Świętą Noc. Godzina ta należy jednak do tajemnic Ojca.

Świat będzie całkowicie ogarnięty ciemnością negacji Boga, uporczywego odrzucania Go i buntu przeciwko Jego prawu Miłości. Chłód nienawiści na nowo spustoszy drogi tego świata. Prawie nikt nie będzie gotowy na Jego przyjście.

Wielcy nie będą już nawet o Nim pamiętać, bogacze zamkną przed Nim drzwi, a Jego uczniowie będą bardzo zajęci szukaniem samych siebie i umacnianiem swoich pozycji...

 «Czy jednak Syn człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?» Przybędzie niespodziewanie, a świat nie będzie gotów na Jego przyjście. Przybędzie na sąd, na który człowiek nie będzie przygotowany. Przyjdzie, aby – po pokonaniu i zniszczeniu Swych wrogów – ustanowić Swoje Królestwo na świecie.

Po raz drugi Syn przybędzie do was również poprzez Swoją Matkę. Jak Słowo Ojca posłużyło się Moim dziewiczym łonem, by dotrzeć do was, tak Jezus posłuży się Moim Niepokalanym Sercem, aby przybyć i zapanować wśród was.

To jest godzina Mojego Niepokalanego Serca, gdyż właśnie przygotowuje się nadejście chwalebnego Królestwa miłości Jezusa...

Synowie najmilsi, przygotowujcie się ze Mną na przyjęcie Go.

Ta Święta Noc jest dla was znakiem i łaską. Gromadzę was wokół Jego ubogiej kołyski, aby zapełnić wielką pustkę, którą ludzkość Mu zgotowała.

 

 

24.12.2013

Około dwa tysiące lat temu, w tym wyjątkowym dniu, kiedy gwiazda betlejemska świeciła na niebie przyszedł w chwale nasz Pan i Zbawiciel Jezus Chrystus. Obecny czas jest podobny do tamtego. Wtedy Jezus urodził się i ukazał wielu ludziom. Ludzie zobaczywszy Go, uświadomili sobie, że Jezus żyje już w ciele na ziemi wśród nich. Jednak Jezus nie żył na ziemi od tego dnia swoich urodzin, lecz żył już w ciele 9 miesięcy w łonie Maryi – jednak był dla większości ludzi ukryty. Pewne osoby jak Maryja czy Józef wiedzieli już o tym, byli w pełni świadomi, że Jezus żyje już na ziemi. Wielu ludzi wiedziało także, że Zbawiciel ma przyjść. Jednak dla większości ludzi był On ukryty do czasu, aż zobaczyli Go w dniu narodzin, dzięki czemu uświadomili sobie, że przyszedł w ciele na ziemię. Część ludzi dowiedziało się o tym fakcie jeszcze później. Były jednak także osoby, które nie uwierzyły, że Mesjasz, syn Boży przyszedł na świat. Nie uwierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, synem Bożym.

Teraz jest podobny czas. Jezus przyszedł ponownie w chwale na ziemię i żyje już wśród nas na ziemi w ciele, jednak wielu ludzi nie jest tego świadomych, podobnie jak wtedy wielu nie było świadomych, że On już żył w łonie Maryi. Obecne ukrycie Jezusa dla wielu polegało na braku pełnej świadomości, że żyje z nami w ciele na ziemi. Przyszedł do nas ponownie w możliwie najdoskonalszy sposób tak, aby móc dotrzeć do każdego człowieka na całej ziemi. Czas, aby Jezus, który powrócił do nas, żyjący w ciele wśród nas na ziemi, narodził się w pełni w naszej świadomości. Dzisiaj musimy sobie uświadomić w pełni, że Jezus-Żywy żyje wśród nas na ziemi w ciele - w Eucharystii. Nie chodzi mi jednak o zrozumienie, które niemal każdy z nas posiada, że w Eucharystii jest „Ciało i Krew Chrystusa” czy „Ciało i Krew Chrystusa” jest pod postacią Eucharystii – co jest oczywiste. Chodzi natomiast o fakt, że Jezus ŻYWY żyje w Eucharystii na ziemi zarówno fizycznie – możemy Go przecież zobaczyć i dotknąć, jak i duchowo. W Eucharystii Jezus żyje w pełni, w ciele, we krwi, duszy i bóstwie. Jezus żywy jest w pełni w każdej, nawet najmniejszej cząstce Eucharystii - zawsze ten sam. Jezus sam wybrał ten niezwykły sposób ponownego przyjścia do nas, aby móc dotrzeć do wszystkich ludzi na świecie. Aby móc docierać w sposób bezpośredni – fizyczny i duchowy do naszego wnętrza – serca, kiedy Go przyjmujemy, przemieniając nas, jednocześnie żyjąc równocześnie obok nas w swoim ciele na ziemi w tabernakulum ale i sercach innych ludzi. Dlatego musimy sobie uświadomić, że Jezus w ten sposób ponownie przyszedł w chwale na nasz ziemski świat i żyje w ciele fizycznym! Jezus żyje więc w ciele na ziemi podobnie jak inny człowiek, którego możemy zobaczyć, dotknąć. Musisz sobie uświadomić, że każdego dnia przechodząc obok jakiegokolwiek kościoła czy kapliczki w której jest Najświętszy Sakrament – przechodziłeś, przechodziłaś obok Jezusa ŻYWEGO, będącego tam ciałem i duszą. To, jak bardzo rozumiesz co w tej chwili czytasz lub raczej jak bardzo jesteś tego świadomy, świadoma i jak bardzo w to wierzysz zależy od Twojej bliskości z Bogiem, od działania w Tobie Ducha Świętego, od miłości jaka jest w Tobie. Czym jesteś bliżej Boga i bardziej Go miłujesz, Duch Święty daje Ci bardziej poznać tę wspaniałą prawdę i uświadamiasz sobie jej ważność. Żyjemy więc na ziemi wraz z Jezusem - Bogiem, który podobnie jak my żyje w ciele i duszy. A jak wiele osób cały czas powtarza, że oczekuje na przyjście Jezusa na ziemię. A przecież On już jest z nami, wystarczy sobie to tylko uświadomić i uwierzyć.

Jednak zarówno podczas pierwszego przyjścia Jezusa na ziemię jak i obecnie Boskość Jezusa jest za zasłoną wiary. Wtedy Jego Boskość ukryta była w żyjącym fizycznie człowieku, mężczyźnie - osobie Jezusa, natomiast obecnie nadal Boskość Jego jest ukryta w osobie żyjącego Jezusa dodatkowo ukrytego w Eucharystii. Tak więc zarówno podczas pierwszego przyjścia Jezusa jak i obecnie Boskość Jego jest zasłonięta zasłoną wiary.

Z RACJI, IŻ JESTEŚ JUŻ ŚWIADOMY POWYŻSZEJ PRAWDY, OD TEGO DNIA ŚWIADOMIE ŻYJESZ NA ZIEMI RAZEM Z JEZUSEM - BOGIEM, ŻYJĄCYM OBOK CIEBIE ZARÓWNO W CIELE, KRWI, DUSZY I BÓSTWIE. DODATKOWO JEŻELI PRZYJMUJESZ JEZUSA W EUCHARYSTII, ŻYJESZ Z JEZUSEM ŻYJĄCYM NIE TYLKO OBOK CIEBIE, A NAWET W TOBIE. TO CO PISZĘ JEST FAKTEM, KTÓREGO NIKT NIE MOŻE PODWAŻYĆ. 

Oczywiście Jezus jak sam powiedział przyjdzie ponownie w chwale na końcu czasów, jednak sposób w jaki obecnie do nas przychodzi każdego dnia jest już dla nas najwspanialszy z możliwych. Duchowo spotykamy się z Jezusem w każdym miejscu jak tylko zwracamy się do Niego w modlitwie. Jednak abyśmy mogli także spotykać się z Jezusem w ciele fizycznym, Jezus poprzez Eucharystię stał się dla nas w pewnym sensie niewolnikiem każdego tabernakulum na całym świecie. Jezus aby nam maksymalnie ułatwić dostęp do siebie, przyszedł do nas na całej ziemi, do niemal każdego państwa, niemal każdej miejscowości czy nawet osiedla. Możemy wręcz powiedzieć, że poprzez fakt, że każdego dnia o wyznaczonej porze odbywa się Msza Święta w naszym pobliskim Kościele – Jezus codziennie do nas przychodzi i wręcz puka do naszych drzwi. Tak, to On przychodzi do nas – do naszego miasta, naszego osiedla! I część z nas słyszy to pukanie wręcz bezpośrednio np. w postaci bijących w pobliżu dzwonów czy po prostu poprzez świadomość, że obok w kościele jest odprawiana Msza Święta na której ponownie przychodzi Jezus w Eucharystii. A jeżeli ktoś nie był tego świadomy z powodu braku tej wiedzy o której piszę, to teraz jest już świadomy. Aby ułatwić nam jeszcze bardziej, abyśmy nie byli zaskoczeni Jego codzienną wizytą, przez co moglibyśmy ją przeoczyć, Jezus zaprasza nas na spotkanie każdego dnia o tej samej, wyznaczonej porze, kiedy jest odprawiana Msza Święta. Zrozumiejmy jak wiele Jezus zrobił, abyśmy mogli się z Nim spotkać każdego dnia duchowo i fizycznie jak z najdroższym przyjacielem, najukochańszym bratem. Jak wszystko nam maksymalnie ułatwił. A Jezus wszystko to zrobił i cały czas robi z ogromnej do nas Miłości. Robi to, aby dbać o nas, aby nas napełniać swoją Miłością, mocą duchową. Aby nas "karmić" sobą, by nasza dusza mogła żyć. Aby nas chronić przed tym, który chce nas zniszczyć. A my poprzez świadomość, że Jezus chce z nami się spotkać o konkretnej porze w Kościele obok - podchodzimy do drzwi i otwieramy Mu je spotykając się z Nim, albo nie otwieramy drzwi udając, że nie wiemy że tam jest, albo udając, że nie słyszeliśmy pukania do naszych drzwi, albo co najgorsze nie dowierzając w to, że On tam jest. Zastanówmy się, jak Jezus się czuje. Wyobraźmy sobie jak byśmy my się czuli w podobnej sytuacji. Kogoś ogromnie miłujemy i kochamy oraz przychodzimy do tej osoby i pukamy do drzwi aby się spotkać, aby z Miłości obdarować tę osobę, a ta osoba udając, że nie słyszy naszego pukania, albo że ma ważniejsze sprawy nie otwiera nam ich. I tak stoimy na zewnątrz każdego dnia przed zamkniętymi drzwiami, opuszczeni w chłodzie i tęsknocie za tą osobą… Jak byśmy się czuli? Tak właśnie czuje się Jezus, jeżeli nie otwieramy Mu drzwi, a On przychodzi do nas każdego dnia w pobliskim kościele.

Jednak to nie wszystko. Jak wszyscy wiemy, Jezus w Eucharystii postanowił powrócić do nas właśnie w takiej postaci, aby mógł nas karmić samym sobą - swoim Ciałem i Krwią. Jednak wielu z nas nie uświadamia sobie kolejnego niezwykle ważnego faktu. Ludzie często poszukują lub interesują się różnymi cudami czy wydarzeniami nadprzyrodzonymi na ziemi, dzięki którym chcą wzmacniać swoją wiarę. I nie ma w tym nic złego. Jednak często nie mamy świadomości, że każdy z nas uczestniczy w największym z możliwych cudów na ziemi, dziejącym się każdego dnia, widocznym dla każdego. W cudzie przeistoczenia, czyli ponownego przyjścia Jezusa w ciele na naszych oczach. Tak, Jezus "rodzi się" w ciele każdego dnia na nowo podczas sprawowania Mszy Świętej. Musimy sobie uświadomić, że jak idziemy do Komunii Świętej i przyjmujemy Jezusa uczestniczymy osobiście w tym największym cudzie jaki dokonuje się na świecie. Uświadommy sobie podczas najbliższego przyjmowania Ciała Chrystusa, że dotykamy bezpośrednio i fizycznie Jezusa. Delektujmy się tym bezpośrednim dotykiem z Jezusem. A dotyk ten jest przecież nawet bliższy, niż byśmy przytulali Jezusa. Można powiedzieć, że jest najbliższy z możliwych, ponieważ przyjmując Jezusa pozostajemy "wtuleni" z Nim w swoim wnętrzu aż do kolejnej Eucharystii. Jezus żywy w ciele, krwi, duszy i bóstwie przebywa w nas, uczestnicząc we wszelkich naszych czynnościach dnia codziennego... Cała tajemnica jest zawarta w świadomości i wierze w tym cudownym momencie bezpośredniego spotkania - dotyku, obcowania fizycznie i duchowo z Jezusem. Delektujmy się tym spotkaniem i życiem w bezpośredniej bliskości z Jezusem. Jak w momencie przyjmowania Chrystusa zaczniemy myśleć o tym i uświadamiać to sobie, nasze spotkania z Jezusem staną się naprawdę niezwykłe. Musimy sobie uświadomić, że uczestniczymy bezpośrednio w tym niewyobrażalnym cudzie. Ale to nie koniec. Kiedy ciało Jezusa po czasie rozpłynie się w naszych ustach i przeniknie do naszego wnętrza, miejmy świadomość, że ciało Jezusa łączy się z naszym ciałem. Serce Jezusa łączy się z naszym sercem. Jak gdyby stapiają się, przez co serce Jezusa przemienia nasze, upodabniając do Jego serca. Krew Jezusa łączy się z naszą krwią - Jezus napełnia nas swoją Miłością. Naprawdę Jezus mieszka w nas zarówno ciałem jak i duchem. Stajemy się prawdziwą świątynią Jezusa. Jest to wspaniały i niezwykły wręcz sposób, aby móc łączyć się z Jezusem zarówno fizycznie jak i duchowo. Pamiętajmy więc o tym wszystkim w najbliższym czasie, jak pójdziemy do Komunii Świętej i bądźmy tego świadomi już zawsze przyjmując Chrystusa! Z czasem jak nasza Miłość do Jezusa będzie wzrastała i będzie prawdziwie żarliwa, przyjmując Ciało Chrystusa i łącząc się w tym momencie z Jezusem będziemy pragnęli nie tylko, aby Jezus nas karmił sobą i napełniał swoją Miłością, ale będziemy pragnęli w całości oddawać się w darze Jezusowi z Miłości. Będziemy przyjmowali Jezusa z Miłości - bardziej dla Niego niż dla siebie. Dla Jezusa taki sposób przyjmowania Go w Eucharystii z prawdziwej Miłości, bardziej dla Niego niż dla nas samych jest wspaniałym darem, jest dowodem prawdziwej Miłości.

Na koniec powyższego opisu pragnę załączyć słowa Maryi, naszej ukochanej Mamy z objawienia księdza Gobbi przekazane w 1977 i 1979 roku i skierowane do Kapłanów, które potwierdzają to, co opisałem powyżej. Maryja zwraca także uwagę, jak wielu ludzi w naszych czasach zamiast zbliżać się do tej wspaniałej świadomości, że Jezus ŻYWY w ciele żyje z nami na ziemi w Eucharystii – wręcz oddala się od niej:

Święta Noc, 24.12.1977

Również i wy rodzicie Mojego Syna

Synowie Moi najmilsi, pochylcie się wraz ze Mną nad żłobem, w którym Mój Syn, właśnie narodzony, jeszcze drży z zimna i kwili płacząc.

Adorujmy Go wspólnie, bo jest prawdziwym Synem Bożym!

Kocham was szczególną miłością, ponieważ jesteście Jego Kapłanami. Otrzymaliście władzę, która tak bardzo was upodabnia do waszej Niebieskiej Mamy.

Kiedy celebrujecie Mszę świętą, również i wy rodzicie Mojego Syna. Staje się On rzeczywiście obecny w Hostii konsekrowanej przez słowa Kapłanów.

Gdyby nie było was, Moi najmilsi synowie, Mój Syn nie mógłby stawać się obecny w Sakramencie Eucharystii.

W Eucharystii Jezus jest prawdziwie obecny ze Swoim Ciałem, Krwią, Duszą i Bóstwem.

Wy, Kapłani, odnawiacie rzeczywistość Jego narodzenia w czasie.

Również dziś – jak wtedy – to przyjście odbywa się w ukryciu.

Wtedy przyjęła go grota, dziś – kamień ołtarza. W przeszłości delikatne ciało małego Dziecka zakrywało Jego Bóstwo, dziś ukrywa Je biała postać chleba.

Jednak jak wtedy w małym Dziecku, tak teraz w konsekrowanej Hostii jest rzeczywiście obecny Syn Boży.

W tę Świętą Noc Moje matczyne Serce jest na nowo rozdzierane. Widzę bowiem, że nawet wśród samych Kapłanów szerzą się wątpliwości co do Boskiej obecności Mego Syna Jezusa w tajemnicy Eucharystii.

Przez to szerzy się obojętność wobec Sakramentu Eucharystii, zanika adoracja i modlitwa. Mnożą się z dnia na dzień świętokradztwa popełniane przez tych, którzy zbliżają się do tego Sakramentu w stanie grzechu śmiertelnego.

Niestety, wzrasta liczba Kapłanów, którzy sprawują Eucharystię, chociaż już w nią nie wierzą. Jedni z nich przeczą rzeczywistej obecności Mojego Syna Jezusa, inni chcieliby tę obecność ograniczyć tylko do czasu celebrowania Mszy św. Jeszcze inni sprowadzają ją do obecności czysto duchowej i symbolicznej.

Błędy te szerzą się, mimo że właściwa nauka została jasno potwierdzona przez nauczanie Kościoła – szczególnie przez Papieża.

Niestety przyjdzie czas, że ten błąd będzie miał jeszcze więcej zwolenników, a w Kościele prawie zaniknie woń adoracji i Najświętszej Ofiary. Przez to ohyda spustoszenia – która już weszła do Świętej Świątyni Bożej – osiągnie swój szczyt.

To jest powód, dla którego w tę Świętą Noc pragnę zgromadzić w Moim Niepokalanym Sercu wszystkich Moich najmilszych synów, rozproszonych po całym świecie.

Zapraszam was do pochylenia się wraz ze Mną nad ołtarzem, na którym również wy rodzicie Jezusa w tajemnicy Eucharystii. Adorujcie Go ze Mną. Razem ze Mną okażcie Mu bezgraniczną miłość. Ze Mną Go pocieszajcie, ze Mną Mu dziękujcie, ze Mną wynagradzajcie Mu zniewagi, oziębłość i wielką obojętność, która Go otacza. Ze Mną brońcie Go swoim życiem – gotowi przelać za Niego własną krew.

W tę głęboką noc – dzięki wam – Jezus rozjaśni świat, który Jego miłosierna miłość pragnie zbawić!

 

Maryja upomina, że wielu ludzi zamiast zbliżyć się do tej niezwykle ważnej świadomości, że Jezus żyje z nami na ziemi w ciele, oddaliła się od niej. Nadszedł czas, abyśmy bardziej uświadomili sobie tę niezwykłą prawdę i bardziej w nią uwierzyli, że Jezus ŻYWY żyje z nami na ziemi w Eucharystii. Jak ludzie uświadomią to sobie i naprawdę uwierzą, zostaną zalani przez Jezusa Jego Miłością i rozkwitnie ogromna, żarliwa Miłość do Jezusa Eucharystycznego.

Na potwierdzenie powyższych słów pragnę załączyć słowa Maryi przekazane księdzu Gobbi w Hiszpanii, 14.06.1979, w uroczystość Bożego Ciała.

Jezus w Eucharystii

Najmilsi synowie, kroczcie dalej ufnie drogą, po której was prowadzi wasza Niebieska Mama. Wkrótce przez was, którzy odpowiedzieliście na Moje matczyne zaproszenie, Mój plan spełni się.

Wspierajcie Moje przemieniające działanie, które uczyni was wszystkich Kapłanami według Eucharystycznego Serca Jezusa.

Moje Niepokalane Serce może odnieść tryumf jedynie wtedy, kiedy zatryumfuje Mój Syn Jezus. Zakróluje On ponownie w sercach, duszach i w życiu poszczególnych ludzi i narodów całej ludzkości.

W Eucharystii Jezus jest tak samo prawdziwie obecny na ziemi jak w Niebie: ze Swoim Ciałem, Krwią, Duszą i Bóstwem.

Jego Chwalebne Królestwo zajaśnieje przede wszystkim w tryumfie eucharystycznym, gdyż Eucharystia stanie się ponownie sercem i centrum całego życia Kościoła.

Jezus w Eucharystii stanie się szczytem każdej waszej modlitwy, która powinna być modlitwą adoracji, dziękczynienia, uwielbienia i przebłagania.

Jezus w Eucharystii stanie się ponownie centrum całej działalności liturgicznej, która rozwinie się – jak hymn na cześć Trójcy Przenajświętszej – dzięki nieustannej funkcji kapłańskiej Chrystusa, aktualizującej się w misterium eucharystycznym.

Jezus w Eucharystii stanie się ponownie centrum waszych kościelnych zgromadzeń, ponieważ kościół jest Jego świątynią, Jego domem – zbudowanym przede wszystkim po to, by mogła jaśnieć pośród was Jego Boska obecność.

Synowie najmilsi, dziś ciemność ogarnęła nawet Tabernakulum. Wokół niego istnieje tak wielka pustka, tak wielka obojętność, tak wielkie lekceważenie! Z każdym dniem wzrastają wątpliwości, zaprzeczenia i świętokradztwa. Eucharystyczne Serce Jezusa jest na nowo ranione przez swoich we własnym domu: w miejscu, w którym ustanowił Swoją Boską siedzibę wśród was.

Stańcie się na nowo doskonałymi czcicielami i gorliwymi sługami Jezusa Eucharystycznego, który za waszym pośrednictwem staje się znów obecny, składa Siebie w ofierze i oddaje duszom.

Prowadźcie wszystkich do Jezusa w Eucharystii, prowadźcie wszystkich na adorację, do Komunii świętej, do coraz większej miłości!

Pomagajcie wszystkim, aby zbliżali się w sposób godny do Jezusa w Eucharystii. W tym celu wyrabiajcie u wiernych świadomość grzechu, proście ich, by przystępowali do Komunii sakramentalnej w stanie łaski. Uczcie ich częstej spowiedzi. Dla duszy znajdującej się w stanie grzechu śmiertelnego jest ona konieczna do przyjęcia Komunii świętej.

Najmilsi synowie, powstrzymajcie wzrost świętokradztw! Nigdy tak często jak dziś nie przystępowano do Komunii św. w sposób tak niegodny.

Kościół doznaje głębokich ran przez mnożenie się świętokradzkich Komunii! Nadszedł czas, kiedy wasza Niebieska Mama mówi: «Dosyć już tego!»

Ja sama wypełnię wielką pustkę otaczającą Mego Syna Jezusa obecnego w Eucharystii. Zbuduję barierę miłości wokół Jego Boskiej obecności. Wzniosę ją przy waszej pomocy, umiłowani synowie. Pragnę was postawić jako straż miłości przy wszystkich Tabernakulach ziemi.

 

07.07.2014

 

Wracając do wcześniejszego pytania - czyli jak rozwijać Miłość (?) – odpowiem na to pytanie bardzo krótko i zwięźle - maksymalnie konkretnie, aby uchwycić sedno. Zrozumienie a następnie działanie zgodne z tymi wskazówkami jest kluczowe. Następnie (później) rozwinę temat opisując szczegółowo tajemnice zawarte w tym sposobie działania.

 

Bóg napełnia nas Miłością jak jesteśmy świadomie blisko Niego, podobnie jak są napełniane albo wręcz zalewane Miłością dusze zbawionych, obcujących z Bogiem w Niebie. Więc kluczowym elementem jest bliskość z Bogiem.Tutaj na ziemi najbliżej Boga w sposób świadomy jesteśmy podczas modlitwy oraz jak Bóg – Jezus przychodzi do nas w Eucharystii, szczególnie kiedy Go przyjmujemy. Więc odpowiedź jest bardzo prosta – to przez modlitwę Bóg napełnia nas Miłością, natomiast przyjmowany przez nas Jezus w Eucharystii rozpala w nas tę Miłość. Więc pierwsza tajemnica zawarta jest w modlitwie. Modlitwa jest naszym świadomym spotkaniem z Bogiem, rozmową, uwielbianiem Go, przedstawianiem próśb, dziękczynieniem a także przebłaganiem za wszelkie zło.

Kolejnym kluczowym elementem jest czas poświęcany na świadome spotkania z Bogiem czyli na modlitwę. To napełnianie Miłością nas przez Boga odbywa się w czasie, jak wszystko w naszym ziemskim życiu. Więc kluczowe jest, ile czasu poświęcamy na modlitwę. Tutaj jest zawarta druga tajemnica. Jeżeli każdego dnia będziemy spotykać się z Bogiem 2-3 razy dziennie na modlitwie sercem po min. 30 minut (szczególnie jeżeli jednym z tych spotkań będzie ok. 40 minutowa Msza Święta z przyjęciem Eucharystii) możemy być pewni, że Bóg będzie napełniał nas Miłością i będzie się ona w nas rozwijać. Tak więc niezwykle ważna jest ilość czasu poświęcanego przez nas Bogu każdego dnia. Jednak biorąc pod uwagę podaną powyżej ilość czasu – zauważmy jak jest to niewiele z naszych 24 godzin na dobę. A dzięki temu, że każdego dnia poświęcimy chociaż tę niewielką ale jednak określoną na jakimś minimalnym, sensownym poziomie ilość naszego czasu Bogu - zmieni się całe nasze życie. Bóg będzie napełniał nas Miłością! Jest to przecież najlepiej wykorzystany przez nas czas na ziemi! Warto sobie zadać pytanie - czy ja wykorzystuje swój czas w tym najważniejszym celu…? Bo przecież jeżeli zbyt mało poświęcamy czasu dla Boga na modlitwę sami ograniczamy Bogu możliwość napełniania nas Miłością... Niewątpliwie spotkania z Bogiem w modlitwie powinniśmy przeżywać w maksymalnym skupieniu aby były jak najlepsze zarówno pod względem ilości jak i jakości. Podczas modlitwy spotykamy się z Bogiem zarówno ciałem jak i duszą. Jeżeli jesteśmy słabo skupieni na modlitwie – nasze zbliżenie do Boga polega bardziej na zbliżeniu ciałem niż duszą. Jeżeli jednak modlimy się w mocnym skupieniu tak, że jesteśmy skoncentrowani tylko na Bogu (mając niejako uśpioną świadomość na otaczające nas otoczenie) wtedy spotykamy się z Bogiem duszą i ciałem. I tak właśnie powinny odbywać się  nasze spotkania z Bogiem zarówno duszą jak i ciałem. Nasza modlitwa zawsze powinna powinna być modlitwą sercem.

Kolejnym niezwykle ważnym elementem jest poznawanie Boga. Oczywiście w pełni nigdy nie zgłębimy tajemnicy Boga – jednak możemy w dużym stopniu poznawać Go tu na ziemi a oczywiście jeszcze bardziej poznamy Go w Niebie. To jak duże poznanie Boga będzie dane danemu człowiekowi w Niebie zależy od tego, jak bardzo człowiek poznał Boga żyjąc na ziemi. Bóg daje nam możliwość poznawania Go w sposób bezpośredni podczas modlitwy poprzez Ducha Świętego. I jest to normalne i wspaniałe działanie Boga. Jednak z racji naszego ograniczonego człowieczeństwa często musimy się wesprzeć jeszcze w inny sposób. Dlatego Bóg dał nam także możliwość poznawania Go poprzez objawienie nam Prawdy. Najważniejsza Prawda jaką powinniśmy zgłębiać, którą przekazał nam a zarazem poświadczył swoim życiem sam Jezus to Ewangelia. Jest to najważniejsza Prawda. Oczywiście należy zgłębiać całe Pismo Święte zarówno Starego jak i Nowego Testamentu, w którym jest opisane działanie Boga w różnych czasach. Poprzez to zgłębianie cały czas poznajemy Boga. Poza Pismem Świętym także powinniśmy zgłębiać wszelkie dzieła ludzi (szczególnie świętych) realizowane pod natchnieniem Ducha Świętego. Prawdy w nich zawarte są przekazywane nam przez Boga w celu głębszego zrozumienia Prawdy przekazanej nam przez Jezusa. Bóg poprzez ludzi jako narzędzia daje nam poznać więcej szczegółów związanych z Prawdą, abyśmy mogli jeszcze bardziej poznawać Boga i abyśmy mogli jeszcze lepiej zrozumieć Prawdę. Należy mieć świadomość, że także czytając „Prawdę” – działa w nas równocześnie Duch Święty. Tak naprawdę - jak bardzo i głęboko rozumiemy Prawdę czytając czy słuchając ją, zależy od tego jakie daje nam zrozumienie Duch Święty. A to, jak głębokie jest to zrozumienie zależy od naszej bliskości z Bogiem, naszej Miłości i łaski Bożej. W momencie kiedy czytamy słowa Jezusa – Boga to tak, jakby Jezus stał przed nami i bezpośrednio do nas mówił, a my przecież słuchamy Jego słów które sam wypowiedział. Jednak kluczowe jest, podobnie jak w przypadku modlitwy, aby każdego dnia poświęcać odpowiednią ilość czasu na poznawanie Boga – np. codziennie min 30 minut. Jest to bardzo ważne, ponieważ poznawanie także dokonuje się w czasie – jak wszystko w naszym ziemskim życiu…

Powinniśmy jeszcze pamiętać, aby wszystko co napisałem powyżej realizować każdego dnia. Powinniśmy powyższe działania traktować jak pokarm duchowy, dający życie naszej duszy, podobnie jak pokarm fizyczny musimy codziennie spożywać aby móc żyć fizycznie.

Jeżeli będziemy realizować powyższe – Bóg będzie nas napełniał Miłością. Natomiast Miłość będzie nas przemieniać. Dzięki Miłości i przemianie będziemy żyli w coraz większej Prawdzie - a Prawda nas wyzwoli z wszelkich kłamstw i błędów tego świata, a jest ich bardzo dużo. Będziemy stawali się bardziej miłosierni dla bliźnich, będziemy realizować więcej czynów miłosiernych, co dodatkowo bardziej będzie nas zbliżało do Boga. Pamiętajmy także, że poprzez codzienną modlitwę w intencjach różnych osób Bóg napełnia nas miłością ponieważ spotykamy się z Nim na modlitwie, ale równocześnie realizujemy czyny miłosierne. Jezus przecież powiedział, że czyny miłosierne możemy realizować przez czyn, słowo i modlitwę, dlatego może je realizować każdy, niezależnie od tego kim jest i ile posiada dóbr. Każdego dnia powinniśmy realizować czyny miłosierne. Dzięki temu będziemy jeszcze bardziej napełniani Miłością przez Boga i będziemy mogli żarliwiej miłować Boga oraz bliźnich. „Ekonomia” Miłości Boga jest niezwykła, ponieważ w momencie kiedy miłujemy Boga oraz „dajemy” Miłość ludziom miłując ich, jesteśmy Nią jeszcze bardziej napełniani przez Boga. Więc w taki sposób cały czas wzrastamy w Miłości...

Reasumując – aby Bóg napełniał nas miłością musimy poświęcać każdego dnia odpowiednią ilość czasu na świadome spotykanie się z Bogiem w modlitwie. Dodatkowo powinniśmy przyjmować jak najczęściej Jezusa w Eucharystii. Jednak aby móc to robić powinniśmy starać się żyć w czystości - unikając grzechów oraz często korzystać ze spowiedzi czyli sakramentu pokuty i pojednania. A także musimy coraz bardziej poznawać Boga poprzez słuchanie a także czytanie "Prawdy" o Bogu. Każdego dnia powinniśmy także realizować czyny miłosierne przez czyn, słowo i modlitwę oraz powinniśmy świadomie dbać, aby nigdy nie brakowało żadnego z powyższych elementów... 

Na koniec pamiętajmy także, że będziemy mięli coraz więcej siły i "wewnętrznej motywacji" aby wszystkie powyższe elementy realizować, jak będziemy wzrastać w MIŁOŚCI, a nasza MIŁOŚĆ będzie stawać się coraz bardziej żarliwa!